poniedziałek, 19 maja 2025

John Wyndham, Poczwarki


Nieco lepsza półka literatury science fiction. To historia z gatunku tych, które przedstawiają regres ludzkiej społeczności spowodowany nieokreśloną bliżej katastrofą. Społeczność ta rozwija jednak pewne cechy psycho-fizyczne, które odróżniają jej przedstawicieli od czytelników Wyndhama.
Historia wydana po raz pierwszy w latach pięćdziesiątych zapewne miała swoją genezę w niepokojach wynikających z zimnej wojny i świeżej podówczas groźby konfliktu jądrowego po zdetonowaniu pierwszej radzieckiej bomby atomowej (1949).
Historię nieco sztampową - ukrywanie się, a potem ucieczka bohaterów nieprzystających do opresyjnych zasad pewnej totalitarnej społeczności - autor wzbogacił cenną refleksją na temat Życia (wielką literą), którego nasz gatunek nie jest w stanie zrozumieć. Co nam przeszkadza w zrozumieniu natury? Patrzenie z takiej perspektywy, w której centrum zawsze jest człowiek uważany za istotę najdoskonalszą, "koronę stworzenia". Taki punkt widzenia odrzuca właściwie możliwość wszelkich zmian, a przecież zmienność Życia w sensie biologicznym musi przekładać się na przeobrażenia w życiu społecznym. Odczytuję tę książkę jako głos przeciw bezrefleksyjnemu, dogmatycznemu konserwatyzmowi.

Twój ojciec i jemu podobni są tym prochem. Są już historią, choć jeszcze nie zdają sobie z tego sprawy. Wciąż uważają, że jest jakaś ostateczna forma, której trzeba bronić; wkrótce osiągną tę stabilizację, której pragną, w jedynej możliwej postaci - miejsca wśród skamielin... [s. 215]

Znajdziemy tu również odwieczną opozycję: młodzi - starzy. Nawet jeśli wśród starych znajdziemy umysły otwarte, które w młodości poszukiwały, dociekały, eksplorowały, to jednak na starość dopadł je marazm i rezygnacja. To przypadek wuja Axela:

Wiem z doświadczenia, że jeśli uciekasz od czegoś, co ci się nie podoba, to nie spodoba ci się także to, co znajdziesz. [s. 66]

Młodzi podejmują z konieczności walkę. Nadzieję daje im autor. Oby takiej nadziei nie brakło również w świecie realnym.

Cytaty wg wydania:  John Wyndham, Poczwarka, Poznań 2024 [Rebis]

Jan Tomkowski, Zamieszkać w bibliotece

Wydawać się może, że Jan Tomkowski pisał tę książkę z perspektywy starca (którym nie był), a w każdym razie człowieka starej daty. Pisze również z perspektywy belfra. Zapewne już w momencie premiery (2008) można było przyjąć taką kreację z życzliwym pobłażaniem. Ci, co kochają książki, odnajdą bowiem w wywodach profesora także swoje myśli.
Jest to historia literatury w pigułce, pisana nie z pozycji naukowca, ale właśnie czytelnika. Nie znajdziemy tu żadnych cezur, przyporządkowań do epok literackich. Jeśli autor szereguje jakoś swoje lektury, to czyni to według rozmaitych kluczy tematycznych: miłość, kulinaria, pochodzenie autorów itd. itp.
Co ważne, Tomkowski zachęca do czytania, ambitnych poszukiwań, dyskretnie rekomendując swoje ulubione pozycje. Przyjemna lektura dla bibliofilów.

sobota, 17 maja 2025

Kurban Said, Dziewczyna znad Złotego Rogu

Przed lekturą zaciekawiły mnie opinie o książce na jednym z portali czytelniczych. Dużo było głosów rozczarowanych lekturą i niepochlebnych komentarzy. Uważam, że zbyt surowych, a wynikających zapewne ze spojrzenia europocentrycznego czytelników.
Autor, człowiek pogranicza, zaznajomiony zarówno z kulturą wschodu, jak i zachodu, przyjął perspektywę odmienną - punkt widzenia Asiadeh, tytułowej tureckiej dziewczyny, która wyszła za austriackiego lekarza. I to ona ma problem ze zrozumieniem i akceptacją obyczajów Europy początków XX wieku.
Mógłby to być zwykły romans - w historię związku Asiadeh i dra Hassy autor wplata intrygi, komplikacje, tworzy trójkąty (pojawia się była żona Hassy i niedoszły narzeczony Asiadeh). Na szczęście uwagę Saida przyciąga nie tylko historia miłosna, ale właśnie problematyka różnic kulturowych.
Mamy przy tym obrazek burżuazji austriackiej międzywojnia, szkic sytuacji tureckich emigrantów w Europie i popis erudycji lingwistycznej.
Asiadeh ostatecznie opowiada się za Azją, co budzi zapewne sprzeciw wielu czytelników. Lepiej jednak podejść do tej książki bez uprzedzeń i czytając, przybrać postawę antropologa nie oceniającego przedmiotu swoich badań. Postawy bohaterów nie powinny przesłonić nam literackich walorów powieści.

poniedziałek, 12 maja 2025

Anna Kańtoch, Czarne

Z tą powieścią jest trochę jak z filmem "Od zmierzchu do świtu". Wciąga, dowiadujemy się, że jest tajemnica śmierci niejakiej Jadwigi Rathe, w dodatku autorka sprawnie i barwnie oddaje klimat dwudziestolecia międzywojennego. I jak w filmie Rodrigueza, również w powieści Kańtoch mniej więcej w połowie dochodzi do zaburzenia narracji. U Rodrigueza pojawiają się ni z gruszki ni z pietruszki wampiry, a u naszej autorki dochodzi do zapętlenia czasoprzestrzennego (pod wpływem seansu spirytystycznego?). Jest to nieco dezorientujące. Wiadomo, że główna bohaterka leczy się psychiatrycznie i jest w zasadzie zrozumiałe, że zacierają się w jej opowiadaniu granice między teraźniejszością a przeszłością oraz między osobowościami. Czy jednak autorka powinna gubić również czytelnika na drodze do... Właśnie, jaki jest cel tej książki?
Problem, jak się zdaje, leży w pomieszaniu gatunków. Nie zdecydowano, czy ma to być kryminał (niejasne okoliczności wspomnianej śmierci p. Rathe), powieść psychologiczna (klimaty trochę jak u Kuncewiczowej w "Cudzoziemce") czy książka o dorastaniu (przebłyski seksualności u nastoletniej bohaterki). To zbliża Annę Kańtoch do zapomnianego już dziś Michała Choromańskiego, który wykorzystując chwyty znane z powieści kryminalnej zwodził czytelników na manowce. Może więc w "Czarnem" nie chodzi wcale o rozwiązanie zagadki śmierci Jadwigi Rathe, ale o rozwikłanie tajemnicy splątanego umysłu narratorki?

niedziela, 4 maja 2025

Margaret Atwood, Kocie oko

Wciągnęła mnie ta książka opisem niezwykłego dzieciństwa. Bohaterka razem z bratem zafascynowanym kosmologią spędza je w lasach Kanady, przenosząc się z miejsca na miejsce, tam, gdzie badania akurat zawiodą ich ojca - entomologa. To raj, wypędzeniem z niego będzie osiedlenie się w mieście. Potem Atwood przygląda się wnikliwie wszystkim etapom życia swojej bohaterki - od naznaczonego traumami okresu szkolnego przez studia, kolejne romanse po ustabilizowane życie czterdziestoparolatki.
To, co przeżywamy w najwcześniejszej fazie życia, towarzyszy nam do końca. Dręczycielka, a później przyjaciółka Cordelia wspominana jest przez Ellaine od pierwszej do ostatniej strony.
Można uznać, że to książka feministyczna. Skupiona na kobiecie osiągającej sukces w kulturze zdominowanej przez mężczyzn. Atwood opisuje rzeczy nie do pomyślenia dla dzisiejszego mieszkańca tzw. globalnej północy, np. możliwość wejścia do restauracji tylko z mężczyzną (rzecz dzieje się w l. 60-tych w Kanadzie!), dostępność środków antykoncepcyjnych tylko dla mężczyzn, nie mówiąc o lekceważącym podejściu mężczyzn do kobiet uprawiających sztukę.
Ellaine nie może jednak stać się bohaterką ruchu feministycznego. Sukces osiąga niejako mimochodem. Nie ma tu opisu walki z przeciwnościami, bohaterstwa i silnej osobowości. Są raczej zmagania z codziennością. Zdobycie uznania i rozgłosu nie czyni z Ellaine kobiety szczęśliwej. Mamy wrażenie dojmującego smutku i braku. Zapewne Ellaine inaczej nie potrafi.
Atwood jest w swoim pisarstwie wnikliwa, ale i śmiała. Zachowuje chronologię, ale wspomnienia przeplata opisem teraźniejszości. Pokazuje wyrywki z życia bohaterki. Potrafi zrobić cięcie i przeskoczyć do kolejnego etapu życia Ellaine. To bardzo solidna robota.

Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,

Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...