Porównuje się Jellinek do Bernharda. Kalanie własnego gniazda itd. Proza Bernharda jest jednak bardzo rzeczowa, w swoich tyradach autor "Wycinki" wykłada niemal jak łopatą wszystko, co na dany temat chce powiedzieć. U Jellinek jest inaczej, trochę jak w "Auto da fe" Canettiego. Specyficzny portret trójkąta: Erika - matka - Walter oglądamy poprzez różnego rodzaju filtry. Jednym z nich jest niedzisiejsze, archaiczne wprost słownictwo, innym groteska. Ta groteskowość jest właśnie taka jak u Canettiego. U noblisty była ona jednak zabiegiem odautorskim. W "Pianistce" możemy mieć bardziej do czynienia ze złudzeniem groteski spowodowanym realnymi, acz dziwacznymi zachowaniami bohaterów. Zachowania Eriki, Waltera, a nade wszystko matki odbiegają bowiem od tego, co zwykliśmy określać normą. Zwłaszcza matka jest tu figurą przerysowaną (widzę podobieństwa do Teresy Kien).
Spotykane dość powszechnie w literaturze rozliczanie się dziecka z toksycznym rodzicem nie jest w mojej ocenie najciekawszym motywem książki Jellinek. Tu bardziej przykuwa uwagę fatalna przemiana Waltera Klemmera. Nie żeby ten młodzieniec budził zrazu sympatię czytelnika. Jego nieczyste intencje - chce sobie "potrenować" na swej nauczycielce Erice zanim wejdzie w poważny związek z jakąś rówieśniczką - znamy od początku. Nie spodziewamy się jednak, że ten dobrze wychowany młody człowiek (fortepian, klarnet, politechnika) zdolny będzie do przemocy seksualnej. Okazuje się jednak, że odpowiednie okoliczności mogą zamienić dżentelmena w bestię. Jellinek, a raczej jej bohaterka Erika przygotowuje bowiem eksperyment a la Zimbardo. Walter ma być "złym policjantem", Erika ofiarą. Eksperyment wymyka się spod kontroli, bo Walter przyjmuje rolę, ale nie przyjmuje konwencji gry. Zapewne poczuł się w prawie, bo obiekt jego początkowo romantycznych marzeń okazał się zepsuty, a więc godzien kary.
Można przeczuwać w tym głębszą metaforę: uważaj, komu przekazujesz władzę nad sobą. Bądźcie czujni, Austriacy, dyplom szkoły artystycznej i politechniki nie jest świadectwem cnót moralnych. Wiele spraw, wiele dzieł literackich zdaje się wciąż przypominać o tym społeczeństwu, które wciąż woli udawać, że jego to nie dotyczy.
@@@@@@@@@@@@@@
wynotowane cytaty
E. Jellinek, Pianistka, Warszawa 2004 [wyd. W.A.B]
Motłoch nie tylko zawłaszcza sztukę bez najmniejszych po temu uprawnień, o nie, on w dodatku wprowadza się do wnętrza artysty. [s. 27]
Instynkt stadny w ogóle przecież najwyżej ceni przeciętność. Wychwala to jako coś cennego. Uważają, że są silni, bo tworzą większość. W warstwie średniej nie ma żadnych obaw, żadnych lęków. Tłoczą się dla złudzenia ciepła. W przeciętności człowiek z niczym nie bywa samotny, a już na pewno nie sam ze sobą. [s. 85]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz