Patroklos, młodzieniec, który nie słynął z siły ani waleczności, przywdziewa zbroję swego druha Achillesa i staje naprzeciw Trojanom. Jak to się kończy - wiadomo. Próbować przełożyć "Iliadę" na język współczesnej prozy to właśnie porwać się jak Patroklos na czyn, któremu sprostać mogą tylko najwięksi herosi. Czy sprostała Miller?
Kiedy Achilles wybiera Patroklosa na swego nieodłącznego towarzysza, Peleus pyta syna, czemu właśnie Patroklos. - Bo jest zaskakujący - odpowiada Achilles. Niestety w tej powieści przyjaciel i kochanek (ale należałoby raczej powiedzieć boyfriend) Szybkonogiego zaskakuje dopiero swoim ostatnim czynem, zabijając przed śmiercią z rąk Hektora jednego z najgroźniejszych trojańskich wojowników, Sarpedona. Trudno więc zrozumieć skłonność Achillesa ku temu mdłemu chłopcu bez właściwości. Może ów nieciekawy wizerunek to wynik skromności narratora, bo to wszak Patroklos snuje tę opowieść? Czy nie lepiej więc byłoby oddać stery narracji komu innemu, by ten mógł przydać Patroklosowi więcej barw?
Nie będziemy się znęcać nad anachronizmami w tej powieści. Odnotujmy jednak, że niektórzy herosi bywali zmęczeni jak po przebiegnięciu maratonu.
Ratuje tę powieść przed całkowitą klęską tematyka mitologiczna i akcja dość wiernie trzymająca się wyśpiewanych przez Homera zdarzeń. To i tak wartość dla czytelnika, którego zraziłby homerycki heksametr.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz