Powrót do młodzieńczej lektury. Czytało się ją te ćwierć wieku temu o wiele łatwiej. Wówczas bardziej ciekawiła, teraz nieco bardziej nuży, choć nie rozczarowuje (tak jak np. "Człowiek bez właściwości" Musila. Ma mocne momenty - te, w których narrator obnaża się emocjonalnie i nie ukrywa tego, czego wielu by się wstydziło - owej egzaltacji, afektowania, miękkości.
Poszukuje się tu utraconego czasu. Najpierw narrator próbuje przywołać "kraj lat dziecinnych", Combray, ową krainę nie do odzyskania. Każdy coś takiego ma i to nas zbliża do autora. Potem Swann poszukuje czułości i intensywności początków swojej miłości do Odetty. Ten wzorcowy przykład niesymetrycznej, uzależnieniowej relacji również budzi irytację czytelnika. Zwłaszcza zaś budzi ją zachowanie Swanna.
Później wyobrażona młodzieńcza miłość Marcela do Gilberty. Irytuje mnie ten Proust, bo przypomina mi mnie samego z młodości.
Czekam na kolejne tomy. Może będą lepsze.
*******************************
Wynotowane cytaty
- Możliwość przeżycia takiej chwili nigdy więcej dla mnie się nie odrodzi. Od niedawna jednak, gdy wytężę słuch, znowu zaczynam słyszeć tamten, w obecności ojca siłą powstrzymywany szloch, którym wybuchałem dopiero wtedy, gdy znalazłem się sam na sam z mamą. W istocie bowiem ten szloch nigdy nie ustał i jedynie dlatego że życie wokół mnie milknie coraz bardziej, słyszę go ponownie, niczym dzwony klasztorne, których bicie zagłuszają w dzień hałasy miasta, lecz które rozbrzmiewa donośnie w ciszy wieczoru. [s. 69]
- Miejsca, które znaliśmy, nie należą do świata przestrzeni, w którym dla naszej wygody je sytuujemy. Tworzą jedynie cienką warstewkę pośród zazębiających się wrażeń, które składały się na nasze ówczesne życie; wspomnienie jakiegoś obrazu jest tylko żalem za pewną chwilą, a domy, drogi, aleje, ulotne są, niestety, jak lata. [s. 463]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz