reż. Thomas Cailley
Zapytała mnie Ola S, czy to horror? Nie. S-F? Może, ale czas akcji to właściwie dziś, tylko realia trochę inne, bo nagle mamy epidemię choroby, która zamienia ludzi w jakieś zwierzęco-ludzkie hybrydy. Zdecydowanie nie o efekt i nie o rozrywkę tu chodzi. Gdyby to było kino obliczone na hit kasowy, mielibyśmy pewnie na ekranie całą plejadę dziwacznych stworów, a tu jednak realizatorzy dość oszczędnie szafują pomysłami, stroniąc na początku od pokazywania poczwar z bliska. Najbliżej poznamy Fixa, człowieka - ptaka, reszta przemyka przed ekranem, bo przemykać musi. Trwa obława, trzeba uciekać.
Mistrzostwo tego scenariusza polaga między innymi na tym, że trzymamy stronę poczwar, nie ludzi. Jest dziwnie, ale nie kiczowato. Jest głębokie przesłanie, ale nie ma łopatologicznego moralitetu.
Oczywiście widać tu oskarżenie pod adresem naszej zachodniej cywilizacji. Na sztandarach mammy piękne hasła, ale każdą inność, której jeszcze nie oswoiliśmy, musimy osaczyć, kontrolować, a najlepiej wyeliminować. Oskarżenie także można skierować w stronę naszego stosunku do przyrody, którą traktujemy bez szacunku, przedmiotowo i z wyższością. Trzecie, jest chyba specyficznie francuskie. Odzwierciedlają się w tej historii stosunki społeczne wspólnoty podzielonej na rdzennych i imigrantów, militaryzacja i bunt dzisiejszej Francji.
Wsaniałe aktorstwo wymagające od aktorów, zwłaszcza Durisa (ojciec) i Kirchera (syn) zaprezentowania ekstremalnych stanów emocjonalnych, no i oczywiście wymagające fizycznie - taplanie się tarzanie, gryzienie. Mocno fizyczne aktorstwo, wierygodna psychologia postaci. Brawo!
Film dający do myślenia i wkurza mnie znowu, jak widzę na serwisach filmowych ocenę 6,7 (na 10).
Tu zdecydowanie 8.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz