sobota, 29 czerwca 2024

Samuel Beckett "Czekając na Godota", Gniezno, 28.06.2024

Bardzo klasycznie wystawiona sztuka Becketta. Nie dałoby się chyba zanadto ingerować w tekst Irlandczyka, co już samo świadczy o wartości tego dramatu.

Względność czasu i miejsca. Byt niezmienny, zanurzony w powtarzalności i bezsensie. Widzę tu dużo podobieństw do czytanej równolegle "Rzeźni numer pięć". Zastanawiałem się też, co ludzie tak lubią w wysokich górach. I chodzi chyba najbardziej o tę niezmienność. Pojadą tam i zastaną to co znali. Wszelkie inne krajobrazy ulegają erozji od stanu zapamiętanego do tego, co zobaczymy po ponownym widzeniu.

Sztuka ma swe źródło zapewne w odkryciach XX wieku, teorii Einsteina itd. 

Dobrze zagrane. To teatr wiele wymagający od autora, bardzo fizyczny, a cała czwórka daje popis dużego kunsztu aktorskiego.

Samuel Beckett "Czekając na Godota"
 

Przekład- Antoni Libera

Reżyseria- Paweł Łysak

Asystent reżysera- Maciej Synowiec (AT Warszawa)

Scenografia, kostiumy - Robert Rumas

Światło, wideo- Artur Sienicki

Fonosfera - Maciej Szymborski

Konsultacje ds. plastyki ruchu – Klaudia Strzelczyk

OBSADA:

Pozzo- Marcin Jędrzejewski (gościnnie)

Lucky- Michał Karczewski

Vladimir- Roland Nowak

Estragon- Wojciech Siedlecki

Wideo: Chłopiec – Nikodem Staszkiewicz

Inspicjent- Jolanta Skawina

27.06.2024 Marcel Proust, W stronę Swanna, tłum. K. Rodowska, Łódź 2020

Powrót do młodzieńczej lektury. Czytało się ją te  ćwierć wieku temu o wiele łatwiej. Wówczas bardziej ciekawiła, teraz nieco bardziej nuży, choć nie rozczarowuje (tak jak np. "Człowiek bez właściwości" Musila. Ma mocne momenty - te, w których narrator obnaża się emocjonalnie i nie ukrywa tego, czego wielu by się wstydziło - owej egzaltacji, afektowania, miękkości. 

Poszukuje się tu utraconego czasu. Najpierw narrator próbuje przywołać "kraj lat dziecinnych", Combray, ową krainę nie do odzyskania. Każdy coś takiego ma i to nas zbliża do autora. Potem Swann poszukuje czułości i intensywności początków swojej miłości do Odetty. Ten wzorcowy przykład niesymetrycznej, uzależnieniowej relacji również budzi irytację czytelnika. Zwłaszcza zaś budzi ją zachowanie Swanna. 

Później wyobrażona młodzieńcza miłość Marcela do Gilberty. Irytuje mnie ten Proust, bo przypomina mi mnie samego z młodości. 

Czekam na kolejne tomy. Może będą lepsze.

*******************************

Wynotowane cytaty

  • Możliwość przeżycia takiej chwili nigdy więcej dla mnie się nie odrodzi. Od niedawna jednak, gdy wytężę słuch, znowu zaczynam słyszeć tamten, w obecności ojca siłą powstrzymywany szloch, którym wybuchałem dopiero wtedy, gdy znalazłem się sam na sam z mamą. W istocie bowiem ten szloch nigdy nie ustał i jedynie dlatego że życie wokół mnie milknie coraz bardziej, słyszę go ponownie, niczym dzwony klasztorne, których bicie zagłuszają w dzień hałasy miasta, lecz które rozbrzmiewa donośnie w ciszy wieczoru. [s. 69]
  • Miejsca, które znaliśmy, nie należą do świata przestrzeni, w którym dla naszej wygody je sytuujemy. Tworzą jedynie cienką warstewkę pośród zazębiających się wrażeń, które składały się na nasze ówczesne życie; wspomnienie jakiegoś obrazu jest tylko żalem za pewną chwilą, a domy, drogi, aleje, ulotne są, niestety, jak lata. [s. 463]

piątek, 21 czerwca 2024

2024-06-20 Królestwo zwierząt



reż. Thomas Cailley

Zapytała mnie Ola S, czy to horror? Nie. S-F? Może, ale czas akcji to właściwie dziś, tylko realia trochę inne, bo nagle mamy epidemię choroby, która zamienia ludzi w jakieś zwierzęco-ludzkie hybrydy. Zdecydowanie nie o efekt i nie o rozrywkę tu chodzi. Gdyby to było kino obliczone na hit kasowy, mielibyśmy pewnie na ekranie całą plejadę dziwacznych stworów, a tu jednak realizatorzy dość oszczędnie szafują pomysłami, stroniąc na początku od pokazywania poczwar z bliska. Najbliżej poznamy Fixa, człowieka - ptaka, reszta przemyka przed ekranem, bo przemykać musi. Trwa obława, trzeba uciekać.
Mistrzostwo tego scenariusza polaga między innymi na tym, że trzymamy stronę poczwar, nie ludzi. Jest dziwnie, ale nie kiczowato. Jest głębokie przesłanie, ale nie ma łopatologicznego moralitetu.
Oczywiście widać tu oskarżenie pod adresem naszej zachodniej cywilizacji. Na sztandarach mammy piękne hasła, ale każdą inność, której jeszcze nie oswoiliśmy, musimy osaczyć, kontrolować, a najlepiej wyeliminować. Oskarżenie także można skierować w stronę naszego stosunku do przyrody, którą traktujemy bez szacunku, przedmiotowo i z wyższością. Trzecie, jest chyba specyficznie francuskie. Odzwierciedlają się w tej historii stosunki społeczne wspólnoty podzielonej na rdzennych i imigrantów, militaryzacja i bunt dzisiejszej Francji.
Wsaniałe aktorstwo wymagające od aktorów, zwłaszcza Durisa (ojciec) i Kirchera (syn) zaprezentowania ekstremalnych stanów emocjonalnych, no i oczywiście wymagające fizycznie - taplanie się tarzanie, gryzienie. Mocno fizyczne aktorstwo, wierygodna psychologia postaci. Brawo!
Film dający do myślenia i wkurza mnie znowu, jak widzę na serwisach filmowych ocenę 6,7 (na 10).
Tu zdecydowanie 8.

Prime Video: Le règne animal

wtorek, 11 czerwca 2024

9.06.2024 Coco, czyli bałkańska operetka

Reżyseria
Paweł Miśkiewicz
Scenariusz i dramaturgia
Joanna Bednarczyk i Daria Kubisiak 
 
Trzeba przebrnąć przez pierwszy akt, który może wydać się nużący, zwłaszcza jeśli miało się do czynienia z teatrem Witkacego. Widz uczestniczy bowiem w orgii narkotykowej. Głos mają elity, bowiem, to one mają dostęp do środków odurzających. Pojawia się na scenie przedstawiciel proletariatu, Sajetan Tempe, ale on jeszcze nie może w pełni dojść do głosu. A więc orgia w stylu witkacowskim, kabotyńska, przeplatana jednak celnymi przemyśleniami "Wariata z Krupówek". Orgia, która jest celem samym w sobie, bo zblazowane elity celu innego nie potrafią już znaleźć. Eskapizm, ucieczka od świata. Widzieliśmy to na scenie w inscenizacjach Witkacego wielokrotnie, a Miśkiewicz nie bardzo odbiega tu od konwencjonalnego odczytywania Stacha. Ówczesne lęki, które próbowano 100 lat temu uśmierzać kokainą, wydają się nam znajome, choć dziś są zdecydowanie bardziej spotęgowane, bo i "mechanizacja życia" znacznie bardziej zaawansowana, a i automatyzacja twórczości coraz realniejsza.

Ale o tym dobitniej przekonamy się po przerwie. Po niej dopiero następuje erupcja tekstów, tricków teatralnych, a widz wpada razem z bohaterami w emocjonalny rollercoaster. Genialny dialog ze sztuczną inteligencją obnaża wtórność tego tak popularnego dziś wynalazku, ale jednocześnie pokazuje niezbyt odkrywczy fakt, że stanowi on zagrożenie dla społeczeństw. Czas na bunt - woła do nas Miśkiewicz ustami Tempe. Ale kto ma się zbuntować? Chyba jeszcze tylko starzy wiedzą, jak to się robi. Młodzi rozproszą się, bo nie mogą utrzymać uwagi dłużej na żadnym temacie, albo uciekną w wirtualny świat. Utopieni w wirtualu nie zauważą totalitaryzmów, eko katastrofy... Pesymistyczna wizja i wezwanie do buntu.

Chciałoby się, żeby ten spektakl miał nieco lepszych aktorów, trochę bardziej finezyjny scenariusz. Trzymałby wówczas w napięciu - jak inne spektakle Miśkiewicza - niemal od pierwszej do ostatniej minuty. Powstało wszak widowisko ciekawe, zdecydowanie warte obejrzenia, jedno z lepszych na scenie Teatru Polskiego od dłuższego czasu.

sobota, 1 czerwca 2024

Monster,

reżyseria
Hirokazu Koreeda
scenariusz
Yûji Sakamoto

Wybitny. Piękne zdjęcia, dobra gra aktorska, ale to znakomity scenariusz jest kręgosłupem tego filmu.
Zaczyna się jak jakiś dramat kafkowski. Ani mama Minato w pierwszej części, ani nauczyciel Hori w części drugiej nie mogą zrozumieć, w jakiej sytuacji się znaleźli. A nie mogą, ponieważ tylko scenarzysta zna wszystkie szczegóły tej misternie utkanej, choć przecież nieskomplikowanej intrygi.
To trochę film o tym, jak konwenanse i oczekiwania nie pozwalają nam się połapać w rzeczywistości. Fabuła mogłaby być śmiało jeszcze jednym z opowiadań niedawno czytanego przeze mnie zbioru Fuentesa (Wszystkie szczęśliwe rodziny).
Im dłużej trwa film, tym więcej kart odsłaniają twórcy, ale nie powiedzą nam wszystkiego. Otwarte zakończenie - może być euforycznym happy endem, ale również przenośnią, zwłaszcza, że mowa tu o nowym początku (co w historii, w której dużo mówi się o reinkarnacji może oznaczać zupełnie nowe życie po śmierci, którą Minato i Hoshikawa ponieśli w czasie tajfunu).

Jest tu kilka zaskakujących momentów, z których najbardziej poruszającym jest chyba rozmowa Minato z dyrektorką. Oboje zwierzają się sobie z kłamstwa, które miało poważne konsekwencje. Symbolicznym oczyszczeniem jest próba gry na puzonie i waltorni. Brzmi to niesamowicie jak jakieś trąby jerychońskie. Czy jednak wywikłali się z kłamstw - nie dowiemy się. 


Monster (2023) - Filmweb

Piotr Szewc, Zmierzchy i poranki, Kraków 2000 [Wyd. Literackie]

Książka napisana z dużą wrażliwością poetycką i z olbrzymim szacunkiem do detalu. W zasadzie proza poetycka, której bohaterami na równych prawach są światło słoneczne, cień, Zamość i ludzie: kupcowe Fajga i Salomea, Piotruś, dziewka służebna Alina...
Jest to obrazek, a może nawet zbiór pocztówek z przedwojennego Zamościa. Da się zapewne znaleźć jakieś podobieństwa z Brunonem Schulzem. Ogólnie jednak mam wrażenie, że autor poza popisem wirtuozerii warsztatowej (opisy wręcz spektakularne) nie obrał sobie właściwie żadnego celu. Miło zanurzyć się przez chwilę w klimacie dawnego roztoczańskiego miasta. Wątpię jednak, czy coś z tej lektury może zostać w czytelniku na dłużej.

Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,

Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...