niedziela, 21 kwietnia 2024

19-21 kwietnia 2024 Gdańsk - Kartuzy - Król Roger

Przyjazd w piątek wieczorem. Czasu starczyło tylko, żebyśmy wyskoczyli na Wajdeloty. Nasz pub podupadł. Kilka knajp się pozamykało. Szkoda. Dwa piwa, w tym jedno o kolorze soku grapefruitowego. Lekki szum w głowie.

Kartuzy

W sobotę pociągiem do Kartuz. Urokliwa trasa przez kaszubskie pagóry i lasy. W Kartuzach zimno. Tak jak mówił Michał, zwiedzania tam jest na godzinkę - dwie. Okolice kartuzji całkiem urokliwe, ale w zasadzie poza kościołem nic się nie zwiedza. Kościół zwiedzamy w przerwie pomiędzy spotkaniami dla dzieci komunijnych. Ksiądz święcił gromnice i przygotowywał bąbelki do majowego wydarzenia. Kościół mniejszy niż moje wyobrażenia o nim. Raczej skromny. Interesujące było gotyckie retabulum w bocznej kaplicy. W mieście sympatyczna kawiarnia w potworkowej kamienicy z XXI w. Nie ma co przedłużać, wracamy do Wrzeszcza.

Wrzeszcz

Namawiam Bogusia, żeby wysiąść na stacji Gdańsk Niedźwiednik i spacerkiem dojść na Wrzeszcz. Na Srebrzysku wchodzimy w lasy i przedostajemy się na Wrzeszcz. Przeurocze wille na ul. Podleśnej i wielkie szkolne gmaszysko. Znowu lasy, ponownie schodzimy na Wrzeszcz ulicą Matki Polki. Znów piękne wille. Do ramenowni, w której planowaliśmy coś zjeść, jest przeogromna kolejka, więc kierujemy się znów na Wajdeloty. W lokalu po dawnym barze jest teraz Stacja Wrzeszcz, miła restauracja z miłym panem kelnerem. Rosół z kołdunami (wywar kiepski, kołduny niezłe), a na drugie de volaille z fasoli (wegan). Dobrze zrobiony. Ze środka wyleciało masło! Ryż basmati i pyszna surówka z pora i marchwi. Dobrze znać tę miejscówkę. Boguś chciał do weganowni "Seitan", ale tam przyjmowali tylko gotówkę. Po obiedzie chwila drzemki i czas na operę.  

Król Roger

Niezbyt wiele mi zostanie z tej wizyty w teatrze. Owszem, solidna, nawet wizualnie ładna inscenizacja. Można by pomyśleć chyba, jak ożywić nieco posągowe postaci. Muzycznie ciut gorzej. Ani orkiestra nie powalała na kolana, ani chór. Soliści bardzo różni. Zdecydowanie najlepszy Mariusz Godlewski jako Roger, błysnął też Szymon Kobyliński jako Archereios. Anna Fabrello przeciętna, mniej więcej na jej poziomie Andrzej Lampert jako Pasterz. Raczej rozczarowujący Edrisi - Witalij Wydra. Po operze podjechaliśmy do Głównego Miasta. Chcieliśmy iść do Pomelo, ale było pełne. Przypomniałem sobie, że na Długiej była niezła pizzeria. I to był dobry wybór. Niesamowite, ciągliwe ciasto. Wybrałem bardzo prostą pizzę z dwoma składnikami - pecorino i pastą truflową. Poza spacerem po górnym Wrzeszczu było to najlepsze doświadczenie w tym dniu. Spacer przez zimną starówkę. Nad Motławą jakieś roboty na nabrzeżu, przez Stare Miasto, plac Stoczni docieramy do Bramy Oliwskiej i wracamy tramwajem do hotelu na Uphagena.

Niedziela

Najpierw tramwajem na Brzeźno, kawałek brzegiem morza do mola w Jelitkowie. Bogusiowi woda nalała się do buta, więc uciekł na promenadę. A ja zbieram muszelki i wdycham morskie powietrze. Tramwajem z Jelitkowa wracamy do Wrzeszcza. Zwiedzamy Politechnikę. Imponująca! Kręcimy się po Górnym Wrzeszczu, odnajdujemy synagogę z 1927 r. Obok jest kawiarnia, ale pełna. Całe szczęście nieopodal następna i też bardzo miła. Pani właśnie wyjęła drożdżowe szneki z pastą pistacjową. Przeczytałem: raus, potem zrozumiałem: rous, a Boguś mi wyjaśnił, że to był rolls. Wpada jakaś egzaltowana pani i mówi: cały Wrzeszcz już wie, że macie świeże drożdżówki z pistacją! Dobrą herbatę tam mieli. Można wrócić. Znów trochę kręcenia się po Wrzeszczu i mały obiad w naszym ulubionym Avocado na Wajdeloty. Nic się nie zmienili i jedzenie nadal dobre. Prosto z obiadu do pociągu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,

Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...