Jeden z piękniejszych filmów, jakie widziałem w tym roku i pierwsza wizyta w sali audiowizualnej Zamku. Piękna sala z ciekawą drewnianą, tłumiącą dźwięk boazerią i bardzo niewygodnymi fotelami.
Odważny film jak na Maroko. Nie do pomyślenia chyba w innych krajach arabskich (może poza Tunezją). Subtelna, prosta, a jednak w barwny sposób opowiedziana historia.
Touzani pozwala bohaterom na szczerość, oczyszczające wyznania. Dzięki temu sytuacja staje się przejrzysta moralnie. W obliczu zbliżającej się śmierci Mina przyznaje się, że niesłusznie oskarżyła Yussufa o kradzież różowej satyny. Halim przyznaje się żonie do ukrywanych przez lata skłonności homoseksualnych. Wszyscy wszystko wiedzą, ale to właśnie odwaga i szczere wyznania zbliżają całą trójkę do siebie.
Akceptacja Miny jest wzruszająca. Jakby wiedziała, że po jej śmierci Halimowi zostanie tylko Yussuf. Halim z oddaniem pielęgnuje żonę do samego końca.
Od połowy filmu wiadomo, że w suknię szytą dla swarliwej klientki Halim ubierze Minę po jej śmierci. Przewidywalne, ale piękne. Gdyby nie surowa przestrzeń i opresyjna społeczność portowego marokańskiego miasteczka, można byłoby nazwać tę historię baśnią. 9/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz