Piękny, słoneczny weekend. Wieczory teatralne, a dnie na wędrówkach po Krakowie.
W piątek przed wizytą w Małopolskim Ogrodzie Sztuki zdążyliśmy jedynie zakwaterować się w przyjemnej kamienicy na Podgórzu (Smolki). Gospodyni w typie Hani Łuckiej, bardzo zaangażowana.
Potem obiad w sąsiedniej knajpie syryjskiej (bakłażan nadziewany baraniną i jogurt syryjski z pitą) i spacerem nad Wisłą w stronę miasta. Nad Wisłą kwitnące żonkile, porośnięty dziką roślinnością hotel forum, zielona Retoryka, Ogród Mehoffera z kawą i leciutkim sernikiem dyniowym. Po teatrze powrót przez nocny Kazimierz.
Drugiego dnia start rano z Cichego Kącika, brzegiem Rudawy docieramy do Woli Justowskiej, zwiedzamy galerię rzeźby B. Chromego, oglądamy z zewnątrz Willę Decjusza i idziemy na Sikornik. Widać z niego przy bezchmurnej pogodzie ośnieżone szczyty Tatr. Stamtąd spacerkiem na Kopiec Kościuszki. Wystawa zmieniła się bardzo od czasu mojego ostatniego wejścia na kopiec (1998). Dużo można się o naczelniku dowiedzieć. Sam kopiec... - zdecydowanie wolę kopiec Krakusa.