piątek, 28 kwietnia 2023

28.04.2023 Pierre Bayard, Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało, Warszawa 2008, wyd. PIW

Esej będący wytworem pewnej intelektualnej zabawy. Oto udowodnimy, że nie powinno się czytać. Wiedzę o książkach można wszak czerpać skądinąd. Np.:
- z tego, co opowiedzą nam inni,
- można przekartkować,
- można wywnioskować, co zawiera dane dzieło z kontekstu bądź z życiorysu autora.
Oczywiście w poważnej dyskusji argumenty autora byłyby obalone przez logiczne argumenty w 5 minut. Wiemy jednak, że Bayard z nami się droczy. Ma to swój urok, choć przyznam, że pod koniec książki było już nieco nużące.

 Skład książki „Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało” Pierre'a  Bayarda

wynotowane cytaty:

Jak bowiem wobec tak ogromnej liczby opublikowanych dzieł nie uznać, że czytanie - nawet gdybyśmy poświęcili tej czynności całe życie - jest całkowicie beznadziejne? I tak przytłaczająca większość książek pozostanie dla nas na zawsze nie znana. [s. 17]

Czytanie bowiem nie jest tylko poznawaniem i przyswajaniem, lecz - od momentu otwarcia książki - konsekwentnym i nieubłaganym zapominaniem.
Już w trakcie lektury zaczynamy zapominać to, co przeczytaliśmy przed chwilą. Proces ten trwa nieprzerwanie aż do chwili, w której okazuje się, że wszystko wygląda tak, jakbyśmy danej książki nigdy nie czytali; stajemy się na nowo nie-czytelnikami, a przecież mogliśmy nimi pozostać od początku, gdybyśmy tylko działali bardziej świadomie. Stwierdzenie, że czytało się jakąś książkę, jest więc w rzeczywistości tylko metonimią, gdyż nigdy nie czytamy więcej niż część książki, mniejszą lub większą, a nawet ta część skazana jest prędzej czy później na zapomnienie. Rozmowy, które prowadzimy sami ze sobą i z innymi, dotyczą raczej nie książek, lecz bardzo przybliżonych wspomnień o nich, kształtowanych przez naszą teraźniejszość. [s. 45]

Ten zespół książek, który nazwiemy wewnętrzną bìblioteka - i który jest podzbiorem wspólnej biblioteki - konstytuuje naszą osobowość oraz determinuje nasze relacje z książkami i ludźmi. W każdej bibliotece wewnętrznej figuruje oczywiście kilka konkretnych tytułów, ale przede wszystkim składa się ona – co widzieliśmy na przykładzie Montaigne'a - z fragmentów książek zapomnianych i wymyślonych. Właśnie one pośredniczą w naszym pojmowaniu świata. [s.63]

Indywidualna książka wewnętrzna, utkana z prywatnych legend i fantazji każdej jednostki, oddziałuje na jej pragnienie czytania, czyli na sposób, w jaki szuka książek i w jaki je czyta. Jest przedmiotem fantazmatycznym, jej poszukiwanie stanowi cel życia każdego czytelnika. Najlepsze książki, na jakie zdarza nam się trafić, zawsze okazują się zaledwie niedoskonałymi fragmentami książki wewnętrznej, wciąż popychającymi nas do dalszego czytania.
Można założyć, że w istocie praca pisarza polega właśnie na poszukiwaniu i kształtowaniu swojej książki wewnętrznej. Bodźcem do tego poszukiwania jest dla niego wieczne niezadowolenie z książek, z którymi obcuje i które sam pisze, choćby nawet zostały uznane za wybitne. Skąd brałby zapał do dalszego pisania, gdyby nie miał wciąż przed oczami obrazu książki idealnej - a więc doskonale zgodnej ze swoim Ja – wciąż poszukiwanej, coraz bliższej, ale zawsze nieosiągalnej. [s. 70]
 

poniedziałek, 24 kwietnia 2023

Kraków 21-23 kwietnia 2023

Piękny, słoneczny weekend. Wieczory teatralne, a dnie na wędrówkach po Krakowie. 

W piątek przed wizytą w Małopolskim Ogrodzie Sztuki zdążyliśmy jedynie zakwaterować się w przyjemnej kamienicy na Podgórzu (Smolki). Gospodyni w typie Hani Łuckiej, bardzo zaangażowana.

Potem obiad w sąsiedniej knajpie syryjskiej (bakłażan nadziewany baraniną i jogurt syryjski z pitą) i spacerem nad Wisłą w stronę miasta. Nad Wisłą kwitnące żonkile, porośnięty dziką roślinnością hotel forum, zielona Retoryka, Ogród Mehoffera z kawą i leciutkim sernikiem dyniowym. Po teatrze powrót przez nocny Kazimierz.


Drugiego dnia start rano z Cichego Kącika, brzegiem Rudawy docieramy do Woli Justowskiej, zwiedzamy galerię rzeźby B. Chromego, oglądamy z zewnątrz Willę Decjusza i idziemy na Sikornik. Widać z niego przy bezchmurnej pogodzie ośnieżone szczyty Tatr. Stamtąd spacerkiem na Kopiec Kościuszki. Wystawa zmieniła się bardzo od czasu mojego ostatniego wejścia na kopiec (1998). Dużo można się o naczelniku dowiedzieć. Sam kopiec... - zdecydowanie wolę kopiec Krakusa. 


 

Autobusem na Salwator. Stamtąd spacerkiem, znów Retoryka z sympatyczną kawiarnią (szarlotka bez cukru). Wizyta na Rynku, szukamy księgarni na Grodzkiej. Nadal jest. Ilość książek przytłaczająca. Z Wawelu bierzemy tramwaj i 2 godzinki odpoczynku w hoteliku.

Obiad w Wine Garage na końcu Warneńczyka. Kaszotto z burakami i zupa cebulowa (najlepszy smak całej wycieczki). Długo nam zeszło na tym obiedzie, więc jazda do teatru na Hutę trochę w nerwach, czy zdążymy. 

Huta zielona i kwitnąca. Atmosfera w teatrze zgoła odmienna od tej wczoraj w MOS. Ludzie jacyś wyluzowani, nienapuszeni, rzekłbyś - atmosfera sąsiedzka. Wesoło. Po teatrze spacerkiem na plac Centralny. Liczyliśmy, że tu jakieś piwo, ale brak gastronomii poza jedną pretensjonalną knajpą. Więc w tramwaj i na Kazimierz. Szeroka jeszcze nie tak hałaśliwa i zatłoczona jak w szczycie sezonu. W jednej z knajp, bliżej starej synagogi jest kapela - klarnet, bas, gitara i pani z idealnym głosem do śpiewania żydowskich piosenek. Prawie same hity - Hava nagila, Bei mir bist du schoen... Przysiadamy na piwo.

W niedzielę śniadanie we francuskiej piekarni na Rynku Podgórskim, wykwaterowujemy się i ruszamy w tour de muzea. Narodowe - wystawa na 100-lecie urodzin Nowosielskiego, bardzo rozczarowująca. Kilkanaście obrazów i tyleż grafik! Jedna sala. Dokupujemy galerię współczesnej sztuki polskiej. Od Boznańskiej po Sasnala, a więc duży rozstrzał, pokazujący to co najważniejsze w tym czasie.

Obiad - ramen na Krupniczej (średni), potem zwiedzanie muzeum Czapskich: numizmaty od denaru Chrobrego po banknoty II RP. Ciekawszy zbiór książek: Kochanowski, Krasicki, Goethe - nazwa wystawy: Co czytano w alkowie. No i bardzo ładna wystawa o Józefie Czapskim z odtworzonym pokoikiem z Maisons Lafitte. Kawa w ogrodzie Czapskich. Tam też niezapominajki, magnolia. I wracamy do Poznania.

Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,

Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...