Ach, jakim paskudnym człowiekiem jest Europejczyk, a w tym konkretnym przypadku: Anglik. Im głośniej o dziejowej misji, wyjątkowości i wybitności, tym większe prawdopodobieństwo, że istnieje odrażająca "druga strona medalu". Demaskowanie kolonializmu i narosłych nań kulturowych przeświadczeń to robota na lata. Dobrze, że jeden z przykładów wychodzi spod pióra Anglika. Kneale z humorem, ale bezlitośnie przedstawia obłudę i głupotę przedstawicieli XIX-wiecznej klasy średniej (lekarze, duchowieństwo, urzędnicy). Widzimy, jak uprzedzenia i stereotypy, ignorując prawdy z dzisiejszego punktu widzenia oczywiste, kształtują stosunki społeczne i utrwalają niesprawiedliwość.
Ci, którzy z racji wykształcenia i pozycji w społeczeństwie powinni cechować się mądrością, okazują się głupsi i nikczemniejsi niż przedstawiciele warstw niższych. Pastor Wilson i Doktor Potter płynący na Tasmanię w poszukiwaniu biblijnego Edenu to megalomańscy, niebezpieczni idioci, na każdym niemal kroku dyskredytujący się moralnie.
Niemal szlachetnie na ich tle wypada cwaniaczkowaty kapitan Kewley, który w kluczowych momentach nie potrafi postąpić niehonorowo, za co przychodzi mu nieraz słono zapłacić, zaś Aborygen Peevay to wywołująca sympatię figura "czystego prostaczka".
Kneale w "Anglikach na pokładzie" wielokrotnie obnaża ślepotę i głupotę "panującej rasy saksońskiej". Dwa najjaskrawsze przykłady:
1. Pastor Wilson organizując wyprawę w góry w poszukiwaniu Edenu, zatrudnia jako przewodnika Peevaya, który po latach życia w mieście, znalazłszy się znów na łonie natury powraca do dawnych obyczajów (spania na ziemi, polowań, nagości). Wyprawa kończy się rozczarowaniem. Pastor nie dostrzega nawet, że ów raj odkrył. Nie było w nim wprawdzie pierwszych ludzi, ale był "ostatni człowiek" w stanie natury - Peevay.
2. Dla doktora Pottera wyprawa = badania do opus magnum na temat specyfiki ras. Tu oczywiście najwyższą jest "saksońska". Lekarz wiezie do Anglii mnóstwo szkieletów. Sincerity tonie, a razem z nią Potter i jego kolekcja. Po jej wyłowieniu czaszkę Pottera prezentuje się w muzeum jako przykład czerepu aborygeńskiego.
Lektura bardzo sympatyczna, bo łącząca wątek przygodowo-awanturniczy z refleksją i próbą rozliczenia imperializmu brytyjskiego.
@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@
Matthew Kneale, Anglicy na pokładzie, Gdańsk 2014
Nigdy nie jest ważne to, kto ma r a c j ę, ale to, komu inni w i e r z ą - a wiara to już całkiem inny zwierz. [s. 503]
wtorek, 23 czerwca 2026
Matthew Kneale, Anglicy na pokładzie
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Matthew Kneale, Anglicy na pokładzie
Ach, jakim paskudnym człowiekiem jest Europejczyk, a w tym konkretnym przypadku: Anglik. Im głośniej o dziejowej misji, wyjątkowości i wybit...
-
"Znachor" reż. Jakub Roszkowski, Teatr im. J. Słowackiego "Znachor" jako propozycja na dzień zakochanych? Historia opowi...
-
Najpierw ustalasz reguły gry! mówi pisarz. A potem narzekasz, że musisz ich przestrzegać! [Legendy, s. 78]. Albo ich nie przestrzegasz, ja...
-
Przyznam się szczerze, że nigdy do końca nie rozumiałem zmagań literatów I połowy XX stulecia z zagadnieniem formy. Wiele energii wkładali n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz