czwartek, 26 grudnia 2024

Elfriede Jellinek, Pianistka

Porównuje się Jellinek do Bernharda. Kalanie własnego gniazda itd. Proza Bernharda jest jednak bardzo rzeczowa, w swoich tyradach autor "Wycinki" wykłada niemal jak łopatą wszystko, co na dany temat chce powiedzieć. U Jellinek jest inaczej, trochę jak w "Auto da fe" Canettiego. Specyficzny portret trójkąta: Erika - matka - Walter oglądamy poprzez różnego rodzaju filtry. Jednym z nich jest niedzisiejsze, archaiczne wprost słownictwo, innym groteska. Ta groteskowość jest właśnie taka jak u Canettiego. U noblisty była ona jednak zabiegiem odautorskim. W "Pianistce" możemy mieć bardziej do czynienia ze złudzeniem groteski spowodowanym realnymi, acz dziwacznymi zachowaniami bohaterów. Zachowania Eriki, Waltera, a nade wszystko matki odbiegają bowiem od tego, co zwykliśmy określać normą. Zwłaszcza matka jest tu figurą przerysowaną (widzę podobieństwa do Teresy Kien). 

Spotykane dość powszechnie w literaturze rozliczanie się dziecka z toksycznym rodzicem nie jest w mojej ocenie najciekawszym motywem książki Jellinek. Tu bardziej przykuwa uwagę fatalna przemiana Waltera Klemmera. Nie żeby ten młodzieniec budził zrazu sympatię czytelnika. Jego nieczyste intencje - chce sobie "potrenować" na swej nauczycielce Erice zanim wejdzie w poważny związek z jakąś rówieśniczką - znamy od początku. Nie spodziewamy się jednak, że ten dobrze wychowany młody człowiek (fortepian, klarnet, politechnika) zdolny będzie do przemocy seksualnej. Okazuje się jednak, że odpowiednie okoliczności mogą zamienić dżentelmena w bestię. Jellinek, a raczej jej bohaterka Erika przygotowuje bowiem eksperyment a la Zimbardo. Walter ma być "złym policjantem", Erika ofiarą. Eksperyment wymyka się spod kontroli, bo Walter przyjmuje rolę, ale nie przyjmuje konwencji gry. Zapewne poczuł się w prawie, bo obiekt jego początkowo romantycznych marzeń okazał się zepsuty, a więc godzien kary. 

Można przeczuwać w tym głębszą metaforę: uważaj, komu przekazujesz władzę nad sobą. Bądźcie czujni, Austriacy, dyplom szkoły artystycznej i politechniki nie jest świadectwem cnót moralnych. Wiele spraw, wiele dzieł literackich zdaje się wciąż przypominać o tym społeczeństwu, które wciąż woli udawać, że jego to nie dotyczy.

@@@@@@@@@@@@@@

wynotowane cytaty

E. Jellinek, Pianistka, Warszawa 2004 [wyd. W.A.B]

Motłoch nie tylko zawłaszcza sztukę bez najmniejszych po temu uprawnień, o nie, on w dodatku wprowadza się do wnętrza artysty. [s. 27]

Instynkt stadny w ogóle przecież najwyżej ceni przeciętność. Wychwala to jako coś cennego. Uważają, że są silni, bo tworzą większość. W warstwie średniej nie ma żadnych obaw, żadnych lęków. Tłoczą się dla złudzenia ciepła. W przeciętności człowiek z niczym nie bywa samotny, a już na pewno nie sam ze sobą. [s. 85]

niedziela, 15 grudnia 2024

Madeline Miller, Pieśń o Achillesie

Patroklos, młodzieniec, który nie słynął z siły ani waleczności, przywdziewa zbroję swego druha Achillesa i staje naprzeciw Trojanom. Jak to się kończy - wiadomo. Próbować przełożyć "Iliadę" na język współczesnej prozy to właśnie porwać się jak Patroklos na czyn, któremu sprostać mogą tylko najwięksi herosi. Czy sprostała Miller?

Kiedy Achilles wybiera Patroklosa na swego nieodłącznego towarzysza, Peleus pyta syna, czemu właśnie Patroklos. - Bo jest zaskakujący - odpowiada Achilles. Niestety w tej powieści przyjaciel i kochanek (ale należałoby raczej powiedzieć boyfriend) Szybkonogiego zaskakuje dopiero swoim ostatnim czynem, zabijając przed śmiercią z rąk Hektora jednego z najgroźniejszych trojańskich wojowników, Sarpedona. Trudno więc zrozumieć skłonność Achillesa ku temu mdłemu chłopcu bez właściwości. Może ów nieciekawy wizerunek to wynik skromności narratora, bo to wszak Patroklos snuje tę opowieść? Czy nie lepiej więc byłoby oddać stery narracji komu innemu, by ten mógł przydać Patroklosowi więcej barw?

Nie będziemy się znęcać nad anachronizmami w tej powieści. Odnotujmy jednak, że niektórzy herosi bywali zmęczeni jak po przebiegnięciu maratonu.

Ratuje tę powieść przed całkowitą klęską tematyka mitologiczna i akcja dość wiernie trzymająca się wyśpiewanych przez Homera zdarzeń. To i tak wartość dla czytelnika, którego zraziłby homerycki heksametr.

sobota, 14 grudnia 2024

Orlando Figes, Europejczycy

Książka, która zgodnie z notą na okładce miała odpowiedzieć na pytanie, jak to się stało, że w 1900 roku był już ukształtowany kanon dzieł literackich, muzycznych i plastycznych powszechnie uznany w Europie. Jest to założenie z pewnością na wyrost. Figes stworzył panoramę epoki w oparciu o biografię Pauliny Viardot-Garcii i Turgieniewa. Ta dwójka bohaterów (trzeci - Louis Viardot - pozostaje tu personą drugoplanową) wybrana została z pewnością z racji ich rozległych kontaktów w ówczesnym świecie kultury. Przez salon Viardot przeszli chyba wszyscy znaczni artyści od czasów monarchii lipcowej po schyłek XIX w. Tugieniew zaś był łącznikiem między elitami zachodu a rosyjską artystyczną awangardą.
Nie wychodzi z tego ani wnikliwa biografia, ani wyczerpujące dzieło kulturoznawcze. Wiele spraw przedstawiono tu dość pobieżnie. I choć na kartach książki pojawiają się nazwiska Schopenhauera, Nietzschego czy Marksa, a nawet Taine'a to w zasadzie praca Figesa ignoruje niejako fakt, że dzieła rządzące wyobraźnią ówczesnych odbiorców kultury miały często podglebie filozoficzne i odnosiły się do tak znaczących nurtów jak pozytywizm, socjalizm czy nacjonalizm.
Dużo tu wyliczeń, jakby ilość tytułów, artystów, cen, miejsc miała świadczyć o wartości pracy czy erudycji autora. Niektórzy pojawiają się tylko z samego nazwiska, O Rossinim dowiemy się niewiele ponad to, że przyjaźnił się z Pauliną i cierpiał na rzeżączkę. Wiadomo, że pisząc takie dzieło, trzeba było selekcjonować wątki i tematy. Chochla Figesa przepuściła chyba jednak wiele smaków.
Wartością książki na pewno jest dość dobrze zarysowana sprawa walki o prawa autorskie, których na początku XIX w. praktycznie nie egzekwowano. Nieźle ilustruje autor położenie artystów walczących o przetrwanie. Pokazuje też wpływ wydarzeń politycznych w wymiarze powszednim na egzystencję takich postaci jak np. Chopin. Wiemy, że ciosem było dla kompozytora rozstanie z Sand, ale kto z nas zastanawiał się nad tym, że rewolucja 1848 ograniczyła mocno jego możliwości zarobkowania (w ogarniętym walkami Paryżu nie zamarło życie kulturalne, mocno ograniczono nauczanie)? Podróż do Anglii nadszarpnęła i tak wątłe siły Fryderyka...
Lektura daje wiele przyjemności, ale też niedosytu. Zainteresowani XIX wiekiem muszą koniecznie sięgnąć po więcej tytułów. "Europejczycy" Figesa mogą być tylko jednym z nich.

niedziela, 8 grudnia 2024

Hotel ZNP, Teatr Nowy w Łodzi, 7.12.2024

Łyżka miodu w beczce dziegciu

Farsa à rebours. Spektakl utrzymany jest bowiem w stylistyce tego wciąż niezwykle popularnego teatralnego gatunku, ale tematyka jest tu zdecydowanie cięższego kalibru (przepracowywanie traum rodzinnych, wiwisekcja nieudanych związków, męska przemoc symboliczna). Owszem, jest śmiesznie, choć przecież wiemy, że tu w zasadzie nie ma się z czego śmiać, a humor w spektaklu Kuby Kowalskiego jest właśnie tą łyżką miodu.

Można podzielić ten spektakl na 3 części. Pierwsza, zdominowana monologami Belci, ma nas wprowadzić w całą historię, jest zdecydowanie najsłabszym ogniwem całości. Razi tu i sam tekst, i brak teatralnego pomysłu na to wprowadzenie, i wreszcie gra aktorów, którzy nie do końca wiedzą, co z sobą na scenie zrobić.

I potem - mniej więcej od momentu, kiedy opowieści zamkniętej w łazience Belci zmieniają się w sceniczną akcję - spektakl nabiera wiatru w żagle. Jest więcej aktorskiego zaangażowania i pozytywnego teatralnego szaleństwa w odjechanych i typowo farsowych scenach jak epizod z pedantyczną cioteczką (rozkoszny Piotr Seweryński), bijatyka Belci i psiej niańki okraszona dźwiękami Etiudy Rewolucyjnej Chopina czy (hit!) porwanie Belci przez beduinów z wjeżdżającym na scenę wypchanym wielbłądem.

I wreszcie - kropka nad i - zakończenie, w którym zrywamy z estetyką farsy, bo po serii gagów i kabaretowych wręcz scenek twórcy serwują nam gorzką pigułkę. Ta część umownie zaczyna się od stwierdzenia, że prawdziwym piekłem jest zobaczyć siebie bez maski. Na potwierdzenie wypowiedzianych przez siebie słów matka Belci (świetna Katarzyna Żuk) rezygnuje z kpiarsko-ironicznej maniery i zmienia się w bezsilną starszą kobietę. Również Belcia musi zejść na ziemię i porzucić marzenia o księciu z bajki, bo te wciąż będą ją pchać w ramiona nieudaczników, których cały przegląd mamy w tym spektaklu. Dobrze, że rozbawionego widza twórcy zostawiają z tego rodzaju refleksjami.

Na koniec parę słów o grze aktorskiej. Pomimo że to farsa, nikt z obsady nie pozwolił sobie na sztampowe podejście do swoich ról. Owszem, mamy grę z manierą (niańka, czy wspomniane wcześniej matka i cioteczka), ale w odpowiednich proporcjach. Najtrudniejsze zadanie spoczywało na odtwórczyni głównej roli (Belci), Paulinie Walendziak. Udało jej się nakreślić postać w kryzysie emocjonalnym bez uciekania się do takich środków jak płacz czy rozpacz. Jej kreacja jest tym bardziej przejmująca, że widzimy bohaterkę niemal immunizowaną na wykorzystanie, przemoc i manipulacje, którym jest poddawana. Uwagę trzeba również zwrócić na wspomnianą tu już matkę oraz ducha Belci (Antoni Włosowicz), na którego barkach przez większość czasu spoczywała muzyczna oprawa spektaklu (fortepian, różnego rodzaju "przeszkadzajki", do tego brawurowo zaśpiewane "Amazing Grace").

Spektakl pozostawia dobre wrażenie pomimo ewidentnie nieudanego początku. Szkoda również, że nie zadbano lepiej o mikroporty, których używali aktorzy. Za dużo było tu trzasków i zanikającego głosu.


_______________________________________________________

Autorka:

Izabela Tadra

Reżyseria:

Kuba Kowalski

Adaptacja | dramaturgia:

Małgorzata Maciejewska

Scenografia | kostiumy:

Maks Mac

Muzyka:

Olo Walicki

Improwizacje muzyczne:

Antoni Włosowicz

Choreografia:

Krystian Łysoń

Reżyseria światła:

Damian Pawella

Inspicjentka | asystentka reżysera:

Agnieszka Choińska

Identyfikacja graficzna:

Ola Jasionowska

Prapremiera:

19 października 2024 r, Duża Scena

Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,

Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...