Imponujących rozmiarów, ale nie mogło być inaczej przy tak panoramicznym ujęciu całej epoki od czasów saskich po wojny napoleońskie.
Frank wyłania się niejako z naddniestrzańskich mgieł. Na początku na pierwszym planie są inni: Kossakowska, x. Chmielowski, Nachman z Buska, Elisza Szor, Elżbieta Drużbacka. Rzekomy mesjasz znany nam z opowieści innych, wyraźnieje powoli i dopiero pod koniec opowieści staje się jakby namacalny. Opada tajemnica, zostaje człowiek i jego wady. Poznajemy dość jednak okropne indywiduum i zastanawiamy się, czym pociągnął za sobą tak licznych wyznawców. Nie mogąc w nakreślonej przez Tokarczuk sylwetce Franka znaleźć cech, które skłaniałyby wiernych do podążenia za nim, szukamy odpowiedzi w przemożnym pragnieniu poprawy świata przez obiecanego mesjasza, tak mocno nasilonym w owym miejscu i czasie. Wszak południowo-wschodnie kresy Rzplitej Obojga Narodów wydały nie tylko Jakuba, ale także Sabataja Cwi i Beszta.
Żywot niesłychanie ciekawy i wart opowiedzenia, a jednak moją uwagę przykuwają bardziej poboczni aktorzy tego theatrum.
Chciałoby się, żeby Tokarczuk napisała powieść o Drużbackiej, nie o Franku. Chciałoby się poznać lepiej losy lekarza Aschera i jego żony Gitli.
Robi wrażenie ogrom studiów, które dla potrzeb książki musiała podjąć autorka. Kto przeczytał Księgi Jakubowe, może mieć niejakie pojęcie o schyłku Rzeczypospolitej bez zaglądania do literatury historycznej. Jest to również piękny obrazek tygla w którym mieszały się narodowości, religie i ich rozmaite denominacje. Są zapachy przypraw, jest wszechobecne polskie błoto, są teologiczne niuanse judaizmu, chrześcijaństwa i islamu.
Wynotowane cytaty
Otóż żeby stworzyć świat, Bóg musiał się cofnąć sam z siebie, pozostawić w swym ciele pustkę, która stała się przestrzenią dla świata. Z tej przestrzeni Bóg zniknął. Słowo "znikać" pochodzi od rdzenia "elem", a miejsce zniknięcia nazywa się "olam" - świat. Więc nawet w nazwie świata mieści się historia zniknięcia Boga. Świat mógł powstać tylko dlatego, że Bóg go opuścił. Najpierw było coś, a potem tego zabrakło. To jest świat. Świat cały jest brakiem. [s. 811]
Są rzeczy zewnętrzne i wewnętrzne. Zewnętrzne to pozór i my żyjemy w rzeczach zewnętrznych, w pozorze, jak ludzie we śnie, i prawa tego pozoru musimy brać za prawdziwe, choć one takie nie są. Kiedy się żyje w miejscu i czasie, w którym obowiązują jakieś prawa, to trzeba tych praw przestrzegać, ale nigdy nie zapominać, że to są tylko porządki względne. Bo prawda jest inna i jeśli kto nie jest przygotowany, żeby ją poznać, może mu się wydać przerażająca i straszna, i będzie przeklinał dzień, kiedy się jej dowiedział. [s. 541]
I w jakimś sensie życie jest taką ciągłą utratą. To, że coś zdobywamy, że stajemy się bogatsi, to największe złudzenie. W rzeczywistości najbogatsi jesteśmy w momencie swego urodzenia, potem już tylko tracimy. [ss. 291-290]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz