Wciąga od pierwszych linijek bogatym językiem i kolorowymi skojarzeniami. Opowiadana z perspektywy dwunastolatki, a więc skupiona na rzeczach ważnych dla człowieka w takim wieku: owadach, kwiatach, ale też członkach rodziny i najbliższego otoczenia. Nawet jeśli to otoczenie rodzinno-sąsiedzkie jest mniej przyjazne niż świat roślin i zwierząt.
Myślę, że książka Papużanki może być głosem pokolenia urodzonych w ostatnich dekadach PRL-u. Wielu z nas ma zapewne doświadczenie z takich wakacji na wsi w towarzystwie dorosłych, którzy na nic nie pozwalają i uważają generalnie ludzi w wieku dziecięcym za kłopot (znamienne, że żaden z dziecięcych bohaterów, w odróżnieniu od dorosłych, nie ma imienia. Nie znamy imienia narratorki, jej rodzeństwo to Trutnie, a kuzyn Dziubasek). Czuję zatem wiele empatii dla narratorki, która stara się lawirować w świecie zaludnionym przez wielce antypatycznych ludzi, na których tle tylko trochę sympatyczniejsze wydają się dwie postaci: matka, choć i ona potrafi wymierzyć policzek oraz - z innych zupełnie powodów - ciotka Aurelia (rzucająca wulgaryzmami bezpośrednia kobieta, która - jak się okazuje w toku narracji - ma przeszłość AK-owską).
Być może jest to jakaś próba przepracowania dzieciństwa. Wydaje się, że jest to też rozprawa z modelem wychowawczym, który będąc dawniej mainstreamowym, przeszedł aktualnie - i na całe szczęście - do niszy.
Uwaga dotycząca kompozycji utworu. Wydaje się, że ma on dwie kulminacje. Obie związane z buntem matki wobec panującego w w letnim domu drylu. Pierwsza to rozwalenie kopki z sianem i ostentacyjne pakowanie walizek, po którym nie następuje jednak wyjazd. Druga to spalenie starego dywanu bez zgody dziadka. Moim zdaniem wyrazistsza, silniejsza byłaby narracja z jedną kulminacją, po której nastąpiłoby jakieś rozwiązanie. Tego jednak nie ma, bo być może w życiu najczęściej nie ma żadnych kulminacji, a my dostosowujemy się co i rusz do niewygód, także tych psychicznych. Więc może prawda wygrywa z atrakcyjnością formalną. Dla mnie jednak zakończenie książki trochę się rozłazi, choć całość ocenić trzeba jako prozę wybitną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz