Film wygląda trochę tak, jakby skrzyżować kino Roya Andersona z estetyką Davida Lyncha i podprawić trochę sosem z Jeuneta. Ale i tak widać w tym wszystkim rękę Lánthimosa, u którego odjechane sytuacje są precyzyjnie zaplanowane, a dodatkowo historia opowiedziana w filmie staje się polemiką z rządzącymi naszymi społeczeństwami prawami, konwenansami i zwyczajami. Tym razem, co oczywiste, Lánthimos bierze na warsztat patriarchat i prawa kobiet. Fantastyczne role - nie tylko Stone i Dafoe, ale także pomniejszych postaci, których jest całe mnóstwo:
Mark Ruffalo
Duncan Wedderburn - sam fakt, że uważa się go za obleśnego, znaczy, że dobrze zagrał
Ramy Youssef
Max McCandless - postać pełna uroku, wieczny narzeczony, safanduła i laluś trochę
Jerrod Carmichael
Harry Astley - przeuroczy cynik na statku
Hanna Schygulla
(!) Martha Von Kurtzroc - epizod, ale jaki!
Jedna z lepszych produkcji Lanthimosa, choć wydaje mnie się, że eksperymenty wizualne, odrealnienie plenerów (de facto wykreowanych chyba komputerowo) nie zrobiły temu filmowi dobrze. Pomysły jednak wspaniałe gęsiopsy, kuropsy itd.)
Oceniłem na 5
![Podróż do kresu ludzkiej natury - „Biedne istoty” Yorgosa Lanthimosa [RECENZJA] | Poinformowani.pl](https://poinformowani.pl/image/868x429/0.44.918.453/media/2024/01/55393/biedne-istoty.png)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz