wtorek, 30 stycznia 2024

2024-01-28 Perfect days, reż Wim Wenders

Nawet w świecie dalekim od wymarzonego (Hirayama jest zdecydowanie predestynowany do rzeczy bardziej ambitnych niż czyszczenie toalet) można odnaleźć harmonię i spędzać swoje perfekcyjne dni. Nie daj boże pojawi się jednak drobny nawet czynnik, który tę harmonię zaburzy... Tak tłumaczę łzy Hirayamy z ostatnich ujęć filmu. 

Niewiele dowiadujemy się o bohaterze, ale mocno wchodzimy w jego świat i nie nudzi nas monotonne powtarzanie tych samych czynności. 

Boguś twierdzi, że każdy może w sobie odnaleźć pana Hirayamę. Ja odnajduję, choć na pewno nie jestem tak konsekwentny. 

 Oceniłem na 5

Perfect Days", reż. Wim Wenders (Nowe Horyzonty 2023) - Movieway

2024-01-26 Gershwin, Martinu, Elsner, Haydn - Filharmonia Poznańska

 


Raczej koncert z tych, których muzycznie nie zapamiętam... Choć muszę przyznać, że zrobiło na mnie wykonanie kadencji z I części koncertu Haydna. Choi zagrała to tak romantyczną frazą, że utwór robił wrażenie, jakby stary Franz Josef wyprzedził swoją epokę. Wiolonczelistka fantastycznie również bisowała. Po raz kolejny stwierdzam za to, że Aula UAM wcale nie ma dobrej akustyki. I to właśnie wychodzi najczęściej przy koncertach solowych. Skrzypce jeszcze jakoś się bronią, ale fortepiany i wiolonczele gasną.

Elsner - bardzo przyjemna muzyka. Uwertura bardzo polska, w całości utrzymana w rytmie poloneza. Ciekawe byłoby całościowe nagranie opery "Leszek Biały".

Druga część wieczoru z zupełnie innego muzycznie świata. Ten Martinu bardzo bliski jest Gershwinowi, ale nie wiem, czy jego szachowa suita nie jest ciekawsza od Amerykanina.

 

26 stycznia 2024 (Piątek)

godz. 19, Aula Uniwersytecka

AMERYKANIN W PARYŻU

Bilety: Cena S3

Program:

  • Józef Elsner
    Uwertura do opery
    Leszek Biały
  • Joseph Haydn
    II Koncert wiolonczelowy D-dur Hob.VIIb:2
  • Bohuslav Martinů
    Szach królowi H.186
  • George Gershwin
    Amerykanin w Paryżu

2024-01-25 Faustus, Teatr Polski w Poznaniu

Recenzja spektaklu: „Faustus”, reż. Katarzyna Minkowska | Luksus dystansu -  Polityka.pl

Na podstawie Manna. Skonstruowano bardzo przemyślany scenariusz z głębokim zrozumieniem muzyki. Nie umiem jednak odpowiedzieć na pytanie, po co opowiadano tę historię dziś. Zarówno ja, jak i Boguś mieliśmy wrażenie, że spektakl ten jest nudny. Ciekawie zrobiło się na chwilę, w momencie, kiedy na scenie pojawiły się syreny. 

Od pewnego czasu obserwuję, że zaludnianie tego typu spektakli całą czeredą aktorów jest męczące dla widza, wpycha czasem dany teatr w dosłowność. A gdyby pograć trochę konwencją, zmniejszyć obsadę, kazać zagrać obsadzonym po kilka ról, od razu zrobiłoby się ciekawiej, przynajmniej aktorsko. 

Nie rozumiem niekonsekwencji. Jeśli zaangażowano Alonę Szostak tylko do roli Syreny, to czemu druga z syren była grana przez Samelczak, która miała już wszak rolę w świecie "ludzi"?

Dobrze, że troszkę rozprawiono się tutaj z "paternalistycznym" Mannem. Zdaje się, że u niego, podobnie jak u Wilde'a, kobiety miały charatker "dekoracyjny", z czym tutaj odważnie dekonstruując fabułę walczą twórcy.

Świetna rola Kornelii Trawkowskiej, która buntuje się, gra aktorkę, która gra aktorkę i nie chce na końcu umrzeć. Ciekawostka.

Reżyseria
Katarzyna Minkowska
Scenariusz, scenografia
Katarzyna Minkowska
Dramaturgia, scenariusz
Tomasz Walesiak
Scenografia
Łukasz Mleczak
Muzyka
Wojciech Frycz
Kostiumy
Jola Łobacz
Choreografia, koordynacja scen intymnych
Krystyna Lama Szydłowska

Obsada

niedziela, 21 stycznia 2024

2024-01-19 Biedne istoty, reż Yórgos Lánthimos

Film wygląda trochę tak, jakby skrzyżować kino Roya Andersona z estetyką Davida Lyncha i podprawić trochę sosem z Jeuneta. Ale i tak widać w tym wszystkim rękę Lánthimosa, u którego odjechane sytuacje są precyzyjnie zaplanowane, a dodatkowo historia opowiedziana w filmie staje się polemiką z rządzącymi naszymi społeczeństwami prawami, konwenansami i zwyczajami. Tym razem, co oczywiste, Lánthimos bierze na warsztat patriarchat i prawa kobiet. Fantastyczne role - nie tylko Stone i Dafoe, ale także pomniejszych postaci, których jest całe mnóstwo: 

Mark Ruffalo Duncan Wedderburn - sam fakt, że uważa się go za obleśnego, znaczy, że dobrze zagrał
Ramy Youssef Max McCandless - postać pełna uroku, wieczny narzeczony, safanduła i laluś trochę
Jerrod Carmichael Harry Astley - przeuroczy cynik na statku
Hanna Schygulla (!) Martha Von Kurtzroc - epizod, ale jaki!
 
Jedna z lepszych produkcji Lanthimosa, choć wydaje mnie się, że eksperymenty wizualne, odrealnienie plenerów (de facto wykreowanych chyba komputerowo) nie zrobiły temu filmowi dobrze. Pomysły jednak wspaniałe gęsiopsy, kuropsy itd.) 
 
Oceniłem na 5 
 
 
 

Podróż do kresu ludzkiej natury - „Biedne istoty” Yorgosa Lanthimosa  [RECENZJA] | Poinformowani.pl

niedziela, 14 stycznia 2024

2024-01-13 NFM - Langlois de Swarte

Pierwsza część koncertu dość nudna, zwłaszcza ten de Fesch. Prawie spałem. Po przerwie ciekawa odmiana. Kameralne concerto Wassenaera i barokowi rywale Leclair i Locatelli. 

Na bis de Swarte gra 4 pory roku narzucając karkołomne tempo, na czym cierpi moim zdaniem artylulacja. Ale publiczność bardzo zadowolona.

Przed koncertem wizyta w naszej ulubionej Peruwianie. Bułeczki z ośmiornicą - niezłe. Bowl z kalafiorem z panko przeciętny.

 
 
13.01.2024
sob.
18:00
NFM, Sala Czerwona
Program:

P. Locatelli Introduttione teatrale F-dur op. 4 nr 2
W. de Fesch Concerto grosso D-dur op. 10 nr 4 (solo: Théotime Langlois de Swarte, Zbigniew Pilch)
J.-M. Leclair Koncert skrzypcowy a-moll op. 7 nr 5
***
U.W. van Wassenaer I Concerto armonico G-dur (wyk. Théotime Langlois de Swarte, Zbigniew Pilch, Mikołaj Zgółka, Violetta Szopa-Tomczyk, Jarosław Thiel, Janusz Musiał, Aleksandra Rupocińska)
J.-M. Leclair Koncert skrzypcowy D-dur op. 10 nr 3
P. Locatelli Concerto a quattro Es-dur op. 7 nr 6 „Il pianto d’Arianna” (solo: Théotime Langlois de Swarte, Zbigniew Pilch, Jarosław Thiel)

Pobierz omówienie
Wykonawcy:

Théotime Langlois de Swarte – skrzypce
Wrocławska Orkiestra Barokowa
Jarosław Thiel – kierownictwo artystyczne Wrocławskiej Orkiestry Barokowej

Czas trwania:
90 minut
Lokalizacja:
NFM, Sala Czerwona
plac Wolności 1, Wrocław
Cennik:
od 20 do 85 zł


2024-01-13 J.M. Coetzee, Czekając na barbarzyńców

Przypowieść. Miejsce, czas - nieokreślone. Nie chodzi o to, by umiejscowić tę historię w konkretnych realiach, ale żeby przekazać uniwersalne przesłanie. To niesie z sobą ryzyko dosłowności. Powieść Coetzee'ego nie jest zapewne banalna, ale razi uproszczeniami, budową oczywistych struktur. Główna postać - figura patriarchy i jedynego sprawiedliwego, nawet jeśli odbrązowiona przez ukazanie słabostek (kobieciarz, torturowany godzi się utratą resztek godności), jest jednak bardzo sztampowa.
Są tu wszakże wartości, które zawsze godzi się przypominać. Są to więc rozprawa z archetypem zachodniej cywilizacji, która potrzebuje przemocy ćwiczonej na peryferiach, by potwierdzić potęgę metropolii, zwanej w powieści Coetzee'ego Imperium.
To wszystko dziś uznajemy za pewnik. Być może u początku lat 80-tych były to refleksje świeższe. Nie wiem...

Wynotowany cytat:

Po łydki zanurzony w aksamitnej wodzie, poddaję się tej upajającej wizji. W pełni zdaję sobie sprawę, jaki jest symboliczny sens takich majaków, takich mrzonek, żeby się przedzierzgnąć w bezmyślnego dzikusa albo żeby się zima puścić w drog¢ do stolicy czy po omacku szukać drogi do ruin na pustyni, czy żeby wrócić do swojej celi lub odszukać barbarzyńców i oddać się w ich ręce, niech robią ze mną, co chcą. Wszystkie bez wyjątku są antycypacją kresu życia; są fantasmagorycznymi snami nie o tym, jak żyć, ale jak umrzeć. I wiem, że każdy w tym otoczonym murami mieście, pogrążającym się teraz w ciemności (słyszę słaby dźwięk trąbki wzywającej do zamknięcia bram), myśli podobnie. Wszyscy z wyjątkiem dzieci! Dzieci wierzą święcie, że wielkie stare drzewa, w których cieniu się bawią, stać będą całe wieki, że pewnego dnia, kiedy dorosną, będą silne jak ich ojcowie i będą rodzić dzieci jak ich matki, że będą żyć w dobrobycie, chować własne dzieci i starzeć się tam, gdzie się urodziły. Co nam uniemożliwia życie zgodne z prawami natury, podobne do tego, jakie ryby wiodą w wodzie, ptaki w powietrzu czy dzieci? Wszystkiemu winne Imperium! To Imperium wymyśliło historię. Imperium za podstawę swego istnienia uznało nie spokojnie toczący się czas według powracających pór roku, ale szarpiący bieg wzlotów i upadków, początku i końca, katastrofy. Imperium samo siebie skazuje na obracanie koła historii i jednocześnie knuje przeciwko niej. Tylko jedna myśl absorbuje ograniczony rozum Imperium: jak nie dopuścić do swego końca, jak nie zginąć, jak przedłużyć okres swego panowania. [ss. 206-207]

oceniłem na 4

2024.01.07 Bohumil Hrabal, Zbyt głośna samotność

Objętościowo niewielka, gęsta proza, prawie poetycka z tym charakterystycznym czeskim, Svejkowym niejako humorem.
Życie jest gówniane - czeski inteligent lat komunizmu miał wszelkie powody ku temu, żeby tak twierdzić. Wcale nieodosobnione były przypadki, że jednostki wybitne lub przynajmniej bardzo dobrze wykształcone zmuszone były żyć poniżej możliwości, zupełnie jak narrator tej historii. O tym, że życie jest gówniane można w tej książce czytać "między wierszami", ale Hrabal podpiera to przeczucie dowodami bardzo dosłownymi. Punkty zwrotne życia bohatera tej książeczki łączyły się bowiem nieodzownie z "incydentami kałowymi". Trzykrotnie tracil szansę na znalezienie miłości życia. Raz kandydatka obesrała się w tańcu, drugi raz, po latach, ta sama kobieta skompromitowała się podczas zimowej wycieczki, kiedy to na jednej z nart przywiozła kupę (zachciało jej się i gdzieś w krzakach przykucnęła, ale nie zauważyła, że ciągnie za sobą własne gówno. Trzecim razem bohater idąc na randkę w sandałach sam wdeptuje w psie odchody...
Najbardziej poruszająca scena jest na końcu. Mając poczucie bezsensowności dalszego zmagania się z życiem, Haňtia kładzie się w korycie, którym zwykle dostarczał papier do prasy przerabiającej książki na makulaturę. Widzimy, jak za chwilę dostanie się w niszczycielski uścisk maszyny, tymczasem nawet ten manewr mu się nie udaje. Maszyna go nie chce.
Smutek przyprawiony czarnym humorem i goryczką czeskiego piwa.

wtorek, 2 stycznia 2024

1.01.2024 Roberto Bolano, Dzicy Detektywi

Kiedy chodziłem do szkoły, podczas Międzynarodowego Listopada Poetyckiego gościliśmy poetów z Grecji. Ktoś wówczas powiedział, że kilka tysięcy Greków i Greczynek to poeci. W powieści Bolano Meksyk jest podobnie zaludniony ludźmi pióra. Można pogubić się w nazwiskach, kierunkach i prądach poetyckich. Uwaga autora nie skupia się na tych najbardziej widocznych, uznanych, głośnych twórcach, ale na niszowej, wymyślonej, choć pewnie mającej jakieś odniesienie do meksykańskiej rzeczywistości grupie bebechorealistów. I nie skupia się na ich twórczości, a przede wszystkim na życiu. I tu kluczowy jest chyba cytat patronki, na pół legendarnej założycielki ruchu, Cesarei Tinajero:

[...] poszukam sobie pracy i miejsca do zamieszkania, powiedziała Cesárea. I to wszystko?, zdziwiłem się. To jest cała przyszłość, jaka cię czeka, Cesáreo, córko moja?, powiedziałem, choć pewnie nie wymówiłem tych słów "córko moja", tylko je pomyślałem. I Cesárea popatrzyła na mnie przez krótką chwilkę, tak jakby bokiem, i powiedziała, że taka jest przyszłość wszystkich śmiertelników, poszukać sobie miejsca do życia i do pracy.

Żaden z tytanów tej fabuły: ani Ulises Lima, ani Arturo Belano nie osiąga literackiego parnasu. Nie osiąga go, ani nawet nie zbliża się doń sama Cesarea. Poezja to niewdzięczna ziemia dla tych, którzy ją uprawiają, zdaje się mówić autor. Dwójka głównych bohaterów przekonuje się o tym szybko, my jednak - czytelnicy - na skutek zabiegu kompozycyjnego orientujemy na samym końcu. Nie ma żadnej poetyckiej ziemi obiecanej. Życie płynie, a większość poetów płodzi kiepskie wiersze.

Nie wiem, co o tym myśleć. Wiem, że książka poruszyła mnie, miejscami bardzo wciągnęła i była jedną z najciekawszych lektur ostatnich lat.

Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,

Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...