poniedziałek, 22 grudnia 2025

Leon Lederman, Boska cząstka

Lubię w lekturach wracać co jakiś czas do książek popularnonaukowych, zwłaszcza z dziedziny fizyki. Laik taki jak ja może dzięki nim choć trochę zrozumieć świat - w tym wypadku mechaniki kwantowej.

Cenny dla mnie był tu przede wszystkim dokonany w pierwszej części książki przegląd odkryć i teorii, które doprowadziły do dzisiejszego stanu wiedzy na temat cząstek elementarnych. Co ważne, za moich czasów w szkole średniej nie wykraczano poza model atomowy Bohra. 

Druga część będąca historią tworzenia modelu standardowego pozwala nam zapoznać się - w zasadzie chronologicznie - z wszystkimi jego elementami. 

W momencie pisania "Boskiej Cząstki" istnienie niektórych cząstek nie było potwierdzone doświadczalnie. Dziś model ten jest w zasadzie zamknięty, choć nie wyklucza się możliwości odkrywania innych elementów (Lederman twierdzi, że bozon Higgsa może mieć kilka odmian).

Refleksja nad światem, jego złożonością prowadzi do w sumie banalnej konkluzji na temat naszej obecności w kosmosie, jej celowości i sensu... Ach... Dobrze, że Lederman jest doskonałym humorystą i nawet takie ludzkie wątpliwości potrafi przerobić w żart.

 

czwartek, 18 grudnia 2025

Koriolan, Teatr Nowy w Poznaniu

Klasycznie zrealizowany Szekspir, choć z elementami przenoszącymi nas w świat gier komputerowych lub, w innych miejscach, do przedwyborczych, sięgających dna debat telewizyjnych. 

Pierwsze sceny, w których akcentuje się militarne osiągnięcia Gajusza Marcjusza, nieco się dłużą. Spektakl przyspiesza w zasadzie dopiero po przerwie. Tu dopiero pojawia się właściwy dramat renegata, człowieka wiernego swoim poglądom i - można rzec - swojemu uporowi, ale nielojalnego wobec otoczenia, w którym wzrastał. 

Zgodnie z szekspirowską zasadą złamania decorum w tę wielką tragedię wpleciono kilka scen komicznych, w których brylują trybuni ludowi (świetni Andrzej Lajborek i Dariusz Pieróg). To oni właśnie zabierają nas na debatę wyborczą, a co więcej pozwalają zadawać pytania kandydatom! Wstawki z ich udziałem pomagały przebrnąć przez trudną pierwszą część spektaklu.

Tematyka Koriolana zawarta również we wspomnianych debatach wciąż jest aktualna. Dialektyczne klasowe napięcie udało się twórcom znakomicie przekazać widowni. Do kogo nam bliżej? Do patrycjuszy, elit, tych, którzy mają udział w rządzeniu i dostęp do wszelkich zasobów, czy do plebejuszy, którzy wciąż muszą upominać się o swoje i walczyć o godziwą egzystencję? 

Przewodnikiem po tym świecie okazuje się - poza wspomnianymi trybunami reprezentującymi poglądy ubogich - patrycjusz Meneniusz, postać znakomicie wycyzelowana przez Artura Romańskiego. Jego bohater rozumiał niuanse polityki i doskonale lawirował w okresie społecznych niepokojów. Koriolan tego nie potrafił i poniósł klęskę. 

A spektakl? Broni się. Pozwala zapoznać się z dramatem nie za często goszczącym na polskich scenach i nie wikła się w trudne do rozszyfrowania alternatywne pomysły reżyserskie.  

niedziela, 14 grudnia 2025

J. Słowacki, Balladyna, Lubuski Teatr w Zielonej Górze

Spektakl realizowany w dwóch planach. Kiczowaty i zagracony jak w szkolnym przedstawieniu plan pierwszy z chatką wdowy i pustelnią Popiela III (brakuje w nim tylko główek kapusty, dyni i stracha na wróble) i plan drugi z abstrakcyjną, jaskrawo oświetloną scenografią. W tym pierwszym dzieje się właściwa, "mówiona" akcja, drugi jest tłem dla ciekawych choreografii i współgra z barwną, świetną muzyką (grająca na bębnach świta Goplany!).

Muzyka i taniec to właśnie najjaśniejsze, najciekawsze elementy tego spektaklu, zrealizowane na najwyższym poziomie. Reszta niestety razi sztampowością i brakiem pomysłu. Szczęściem oszczędzono sam tekst. Aktorzy lecą jednak od sceny do sceny. Wierzyć mi się nie chciało, że można zrobić całą "Balladynę" w 80 minut. Okazuje się, że można, ale ze szkodą dla dramaturgii, która zawsze wymaga oddechu. Tego tu absolutnie zabrakło. 

Aktorstwo w większości drewniane z dwoma wyjątkami, do których zaliczam nieco nadekspresywnego Grabca (Robert Kuraś) oraz bardzo ciekawą Goplanę, której Marta Stalmierska nadała egzotyczny rys divy pokolenia Z. Według mnie zabrakło pracy z aktorami, co uwidacznia się w tym, że każda ze scenicznych postaci sprawia wrażenie, jakby pochodziła z innej bajki. Minimalistyczny, miejscami wręcz niezainteresowany akcją Pustelnik, przerysowana wdowa i Balladyna, która nie bardzo wie, co ze sobą zrobić na scenie. Wyszła z tego mieszanka dość eklektyczna, z której wyłowić można elementy ciekawe. Całość jednak nie pozostawia wrażenia dobrze skomponowanej propozycji. 

 

niedziela, 7 grudnia 2025

Złe wychowanie, Teatr im. Jaracza w Olsztynie

Nie ukrywam, że szedłem na ten spektakl z obawą. Tematyka - polskie skandale obyczajowe w kościele katolickim - mogła skłonić twórców do przygotowania farsy schlebiającej antyklerykalnym gustom, pomijając istnienie światopoglądowego środka, czy nawet skrzydła konserwatywnego naszego społeczeństwa. Tymczasem, mimo "jazdy po bandzie", produkcję Sulimy i Piaskowskiego można traktować jako propozycję dla szerokiego spektrum widzów i taka właściwie była widownia podczas mojej wizyty w teatrze. 

Wiadomo, kościół instytucjonalny już sam wybór tematu uzna za obraźliwy. Skoro jednak temat zaistniał w polskim dyskursie publicznym i to za sprawą samych duchownych, to dlaczego nie rozpracować go w formie scenicznego dramatu? I jeśli to robić, to tak jak w Olsztynie. Twórcy do opowiedzianych tu historii i ich bohaterów podchodzą w sposób delikatny, wręcz czuły. Przedstawione na scenie sytuacje śmieszą ale jednocześnie również smucą.

Najsmutniej robi się chyba na zakończenie kulminacyjnej sceny tego przedstawienia, w której odtwarzana jest orgia na plebanii w Dąbrowie Górniczej. Śmiech przechodzi tu z oczywistych względów w niepokój i współczucie w obliczu śmierci pracownika seksualnego, któremu uczestniczący w orgii ksiądz nie udzielił pomocy. Mamy w tej scenie wielki teatr. Sztuką jest przemienić fizjologię w moment przepełniony poezją i refleksją. I tu również należą się wielkie ukłony dla aktorów, zwłaszcza Macieja Cymorka za dramatyczną rozmowę z dyspozytorką pogotowia.

Okazji do aktorskich popisów dostarczyła zresztą nie tylko ta scena. W kościelnej, pełnej metafor stylizacji językowej doskonale odnalazła się Joanna Fertacz (Siostra przełożona). Rozbawił mnie również Wojciech Rydzio w roli włoskiego asystenta, kamerdynera kardynała Dziwisza.

Złe wychowanie

Premiera: 23-02-2025

tekst i dramaturgia: Hubert Sulima
reżyseria: Jędrzej Piaskowski
koncepcja: Jędrzej Piaskowski i Hubert Sulima
scenografia: Anna Maria Karczmarska, Mikołaj Małek
reżyseria świateł: Szymon Kluz
kostiumy: Rafał Domagała
muzyka: Jacek Sotomski
asystent scenografów: Kacper Łyszczarz
asystentka reżysera: Milena Gauer
inspicjentka/suflerka: Grażyna Czarkowska 

obsada: 
Maciej Cymorek
Marian Czarkowski
Joanna Fertacz
Milena Gauer
Radosław Hebal
Aleksandra Kolan

Maciej Pesta (gościnnie) / Wojciech Rydzio

czwartek, 4 grudnia 2025

Pajtim Statovci, Niewidzialni, Warszawa 2024 [wyd. Pauza]

Czym innym jest pisanie, zastanawiam się, jeśli nie zgadzaniem się na wszystko, ranieniem siebie i znoszeniem własnej niekompletności, kroczeniem nago przez otwarty plac? [s. 51]

To zdanie mogłoby posłużyć za opis powieści Pajtima Statovciego. Nawet jeśli w beletrystyce nie da się utożsamić autora z narratorem i bohaterem, to jednak nie da się zaprzeczyć, że to, co czytamy wzięło początek w głowie pisarza. Nawet w takim wypadku pisanie bez ogródek o przemocy, wykroczeniach i nadużyciach całych społeczności, ale także jednostki, wymaga od autora odwagi, bezkompromisowości i odsłonięcia - owego "kroczenia nago przez otwarty plac".

Artim, główny bohater "Niewidzialnych" nie jest sympatyczną osobą. Oczywiście, dorastał w swojej kulturze, w trudnym, pełnym przemocy czasie rozpadu Jugosławii i od przemocy (także jej stosowania) nie potrafi uciec. Z drugiej strony jest człowiekiem wrażliwym, marzy, by zostać pisarzem. Brakuje mu chyba jednak pisarskiego szerokiego spojrzenia. Artim skupia się bowiem wyłącznie na sobie. To być może sposób na przetrwanie. Ale trudno być twórcą, nie skupiając się na tym, co dookoła nas. Ciężarna żona, potem dzieci stają się balastem, kochanek znajduje się w polu zainteresowania Artima, dopóki jest zdrowy, nawet pobyt w więzieniu i hańba nie wyrywają bohatera z autystycznego stuporu.

Kontrastem dla Artima są ludzie wokół, którzy dbają o niego, są stanie wiele dla niego oddać i zrobić. Nawet mimo wyrządzonych krzywd Ajsze troszczy się o swojego byłego męża. Milos haruje i ostatnie pieniądze wydaje na wspólny wyjazd.

Pajtovci opisując rozpad mikrokosmosu jednostki (świata, w którym wzrastał, rodziny, miłości) unika usprawiedliwiania swojego bohatera traumą wojny, sytuacji uchodźczej, koniecznością ukrywania się geja w homofobicznej kulturze. To jest siła jego prozy i jednocześnie jej słabość. Nasza kultura lubi wszak bohaterów dynamicznych. A Artim pomimo swoich życiowych zakrętów nie przechodzi żadnej przemiany. Tego mi w "Niewidzialnych" zabrakło.

Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,

Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...