Bardzo mi się podobał kręcony w Czechach "Szarlatan", więc liczyłem na kolejny dobry "czeski" film Agnieszki Holland. Powstało dzieło bardzo ładne wizualnie, pieczołowicie przygotowane i solidne warsztatowo. Przy tym mocno postmodernistyczne, z dużym dystansem do legendy Kafki, choć nie do niego samego i nie do jego twórczości.
Pytanie, czy życie Franza Kafki nadaje się na scenariusz filmowy, dający się ułożyć w koherentną opowieść z klimaksami i katartycznym zakończeniem. Zapewne nie, co widzimy w tym filmie. Mamy wszakże w zakończeniu pewną namiastkę katharsis - scenę z płaczącym Hermannem Kafką (prawdopodobnie na wieść o śmierci syna). Kreacja Petera Kurtha robi duże wrażenie. Wciela się w ojca innego niż wynika np. z "Listu do ojca", zdecydowanie mniej apodyktycznego, czy autorytarnego. Owszem, miewa napady szału, ale ich adresatem nie jest raczej Franz. Młody pisarz, w ujęciu Holland, żył w domu jak na owe czasy tolerancyjnym i liberalnym, a ojcowskie tyrady w końcu i tak ginęły gdzieś w domowym harmidrze. Na tle ojców tamtej epoki Hermann Kafka z pewnością nie był egzemplarzem wyjątkowo potwornym. Choć jest go tutaj mało, wypada i tak ciekawiej niż tytułowy bohater, którego poznajemy raczej powierzchownie. Scenariusz, który mocno poszatkował życiorys pisarza, nie pozwala nam bowiem zajrzeć wnikliwiej wgłąb kafkowskiego "ja". Tego najbardziej szkoda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz