Mówi się, że to jedyny modernistyczny powieściopisarz amerykański. Tak czy owak, wydaje się, że amerykańscy pisarzy, którzy później lepiej lub gorzej opisywali tzw. Południe czerpali z Faulknera właśnie.
Tematem jest zabójstwo i podpalenie, którego w Jefferson Missouri dokonuje niejaki Joe Christmas. Jak do niego dochodzi i co potem się dzieje, dowiadujemy się z narracji, która nie zachowując chronologii śledzi historie kilku różnych osób.
Czytam właśnie inną powieść, w której autor nazywa Jefferson sielankowym miejscem. Na pewno nie jest ono takie w powieści Faulknera, a już na pewno sielanki nie doświadczają jego czarni mieszkańcy. Biali, zaangażowani w abolicjonizm też nie mają lekko (można ich znaleźć zmaltretowanych z wyrżniętym na skórze znakiem KKK.
Solidna robota, ponury temat i nawet radosne wydarzenie, które kończy książkę (Lena Grove rodzi dziecko) nie jest w stanie rozświetlić tego ciemnego obrazu. Dobrze jest znać Amerykę z książek Faulknera, żeby nie kierować się romantyczną wizją rodem z Hollywood.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz