Marie de France żyła naprawdę. O jej życiu wiadomo niewiele. Takie sytuacje otwierają pole do popisu pisarzom. Lauren Groff popuszcza wodze fantazji i tworzy całkiem solidną opowieść o mniszce, która buduje gdzieś w Anglii swoistą kobiecą utopię. Gatunkowo umiejscowić trzeba by tę książkę na granicy powieści historycznej i literatury fantasy, aczkolwiek na stronę fantastyki Groff czyni jedynie wycieczki. Elementami fantasy są dla mnie poza religijnymi wizjami Marie wątki związane z budową labiryntu i stworzeniem odizolowanej niemal od świata wspólnoty. Nie wydaje się, by wymknięcie się tak dużej grupy kobiet spod kościelnej jurysdykcji było możliwe w średniowieczu.
Pomimo kilku ahistorycznych pomyłek trzeba tę książkę ocenić jako solidną pisarską robotę, a i świat budowany przez Marie w jej klasztorze wydaje się niekiedy miejscem całkiem przyjemnym, choć na pewno nie wyidealizowanym, tak jak zdecydowanie nieidealna jest główna bohaterka książki.