Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania tych najgłośniejszych dzieł. Mówi się zatem o takich instalacjach jak "Piramida zwierząt", "Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich" czy "Lego. Obóz koncentracyjny", ale widzowie muszą je sobie przypomnieć lub - jeśli ich nie widzieli - wyobrazić. Spektakl Michała Borczucha i Mateusza Górniaka mówi zresztą nie tylko o samych dziełach, ale również o procesie twórczym oraz odbiorze artystycznych wytworów przez publiczność. Mamy tutaj także próbę sportretowania środowiska, skupioną zwłaszcza na tzw. "Kowalni" czyli pracowni Grzegorza Kowalskiego, mentora takich artystów jak Katarzyna Kozyra, Artur Żmijewski czy Paweł Althamer.
Materia to dla twórców niełatwa, ale efekt znakomity. Spektakl wciąga bowiem od samego początku. Duża w tym zasługa Małgorzaty Zawadzkiej, która jako Kozyra wprowadza nas powoli w uniwersum twórcy.
Spektakl jest napisany z dużym znawstwem, choć autora w momencie powstawania głośnej pracy Kozyry nie było jeszcze na świecie. Nie dostrzeżemy też w tekście Górniaka i spektaklu Borczucha hołdu dla polskiej sztuki współczesnej. Jest raczej spojrzenie pełne ciekawości, pozwalające również na krytykę. Można, jak sportretowany w sztuce lekarz zapytać, komu to wszystko potrzebne, na co idą nasze podatki i ilu pacjentom można by pomóc, gdyby budżety publicznych galerii przeznaczyć na służbę zdrowia. Można też zadać sobie pytanie, czy to, co oglądamy w galeriach, jest efektem świadomych działań, czy raczej wypadkową dość chaotycznych i nieprzemyślanych przedsięwzięć artystów. Zdaje się, że to widzowie dopowiadają twórcom - także w sztuce Górniaka/Borczucha - czego należy szukać w ich dziełach. Nie można jednak odebrać wspomnianym plastykom, iż ich twórcze działania wywoływały wiele dyskusji, fascynowały, stawiały pytania i kształtowały kulturalny obraz Polski. Warto zatem poszukiwać, eksplorować i zabiegać o twórczą wolność. Próbują to robić sami twórcy Starego Teatru w Krakowie, kończąc spektakl czymś na kształt tanecznego performance'u. Nie do końca wiadomo, o co w nim chodzi. Każdy może poszukiwać w nim własnych odpowiedzi. Ten swoisty teatralny reportaż o polskiej sztuce staje się w ten sposób dość abstrakcyjnym dziełem sztuki. Dzieło zaś jednocześnie przemienia się w tworzywo.
"Piramida zwierząt" to jeden z najciekawszych eksperymentów, jakie w ostatnim czasie widziałem na polskich scenach.
poniedziałek, 30 marca 2026
Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,
wtorek, 24 marca 2026
Lawrence Durrell, Kwartet aleksandryjski. Justyna
Czytamy zapewne o mieście, którego już nie ma. Durrell opisuje Aleksandrię w przededniu II wojny światowej, choć więcej czasu niż samemu miastu narrator poświęca kręgowi przyjaciół. Mamy do czynienia z miłosnym kwadratem i jego rozpadem. Ambicją autora jest dokonanie swego rodzaju wiwisekcji uczuć, ale ten zamiar i sposób jego realizacji okazuje się słabością tej książki. Musimy bowiem przedzierać się niekiedy przez stronice wypełnione ocierającymi się o pretensjonalność złotymi myślami.
Ciekawie robi się wtedy, gdy Durrell zabiera nas w miejsca, w których możemy zasmakować lokalnego kolorytu, np. do razury Mnemdżiana, cyrulika, który zna wszystkie tajemnice miasta, do oazy będącej zamiejską posiadłością Nessima, a nawet nad jezioro Mariut, nad którym odbywa się polowanie na kaczki.
Dzisiejszego czytelnika mogą również razić stwierdzenia mocno patriarchalne. Pamiętam, że uderzyło mnie stwierdzenie, iż inteligencja kobiet polega na przyswojeniu sobie wybitnych myśli wytworzonych przez mężczyzn.
@@@@@@@@@@@@@@@@@
Wynotowany cytat za Poznań 2017 [wyd. Zysk i s-ka] tłum. M. Skibniewska
Wszyscy szukamy racjonalnego uzasadnienia dla naszej wiary w absurd. (s.111)
poniedziałek, 9 marca 2026
Clemens J. Setz, Pociecha rzeczy okrągłych
Ciekawy, choć według mnie nierówny zbiór opowiadań, którego największą siłą jest umieszczanie bohaterów poszczególnych historii w sytuacjach, które z jednej strony można sobie z łatwością wyobrazić (bo są całkiem możliwe), ale z drugiej wydają się całkowicie niespotykane. Autor musiał przed napisaniem tych opowiadań mocno pogłówkować, by takie sytuacje skonstruować. Z zawartych w tym tomie dwa utwory wydają mi się najciekawsze.
Pierwszy to historia romansu pewnego barmana i jednocześnie pedla z niewidomą kobietą. Odwiedzając ją w domu odkrywa, że poprzedni partnerzy zabazgrali kobiecie mieszkanie obraźliwymi napisami, których ta nie jest w stanie przeczytać. Nasz bohater nie wie, jak się zachować, więc przemilcza sprawę, która cały czas go dręczy.
Drugi jest zapisem rozmowy dyrektorki szkoły i ojca jednego z dzieci. Zadaniem dyrektorki jest nakłonienie rodziców do zakupienia fotografii zbiorowej, na której jest jedno z dzieci z mocno widoczną - domyślamy się - niepełnosprawnością. Nikt nie ma problemu z obecnością tego dziecka w szkole, ale równocześnie nikt nie chce zdjęcia z tym dzieckiem. Zarówno dyrektorka, jak i ojciec są świadomi, że prowadzą grę pozorów, a rozmowa, która kończy się niczym, musi się odbyć.
Jak zwykle męczyłem się przy eksperymentach językowych. Jedno z opowiadań w całości napisane jest w stylizacji mającej naśladować wypowiedź kogoś, kto niedostatecznie opanował język niemiecki. Skupianie się na sensie wypowiedzi odciąga zaś uwagę od sedna tego opowiadania.
Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,
Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...
-
"Znachor" reż. Jakub Roszkowski, Teatr im. J. Słowackiego "Znachor" jako propozycja na dzień zakochanych? Historia opowi...
-
Najpierw ustalasz reguły gry! mówi pisarz. A potem narzekasz, że musisz ich przestrzegać! [Legendy, s. 78]. Albo ich nie przestrzegasz, ja...
-
Przyznam się szczerze, że nigdy do końca nie rozumiałem zmagań literatów I połowy XX stulecia z zagadnieniem formy. Wiele energii wkładali n...