Trzeba mieć przy czytaniu tej książki tyle cierpliwości, ile przy rozmowie ze starszym człowiekiem, który wspomina stare czasy i pamięta je z najmniejszymi drobiazgami. A w książce Hrabala, który w momencie wydania tej powieści sam był już po siedemdziesiątce, opowiadaczy wspominających stare czasy jest całe mnóstwo, rzecz dzieje się bowiem w dom starców.
Żona kierownika browaru wspomina dawne, głównie przedwojenne czasy, wtóruje jej trójka tzw. znawców historii, którzy relacjonują życie codzienne w przedwojennym Nymburku, nota bene mieście, w którym dorastał sam Hrabal. Główne postaci, wspomniana już kobieta, jej mąż Francin i szwagier Pepin to zapewne rodzice i stryj pisarza.
Jak to przy zwierzeniach starszych ludzi bywa, opowieści pełne są nostalgii, uroku i miłości do miasteczka. Stanowią zapewne ważny i wzruszający dokument dla ludzi związanych z Nymburkiem. Mankamentem dla pozostałych może być zredukowana i wielokrotnie podporządkowana opisom akcja.
Wzruszenie udzielało się także i mnie, a jednym z fragmentów, które utkwią mi w pamięci, jest śmierć stryjaszka Pepina i symboliczny gest, kiedy narratorka wrzuca do Łaby przepiękną marynarską czapkę zmarłego, by popłynęła ona aż do morza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz