Podobno książki Cabrego są erudycyjne (opinia Piotra Kofty). Po lekturze dwóch jego książek nie mam takiego wrażenia. Czytane wcześniej "Wyznaję" urzeka kunsztowną, szkatułkową konstrukcją, choć po lekturze ma się wrażenie, że głównym celem tej powieści było opowiedzenie efektownej historii i nic poza tym. "Agonia dźwięków" już tak efektowna nie jest. A mogłaby być. Umieszczenie akcji w klauzurowym klasztorze o bardzo surowej regule, w dodatku położonym gdzieś na zupełnym odludziu to motyw literacko bardzo atrakcyjny sam w sobie. Jednak i tutaj odnoszę wrażenie, że poza opowiedzianą historią autor nie miał nam nic do przekazania. Próbując odpowiedzieć na pytanie, o czym to jest, można stwierdzić, że być może o opresyjności kościoła (ale to banał), może o fanatyzmie (ale ów nakreślony jest w powieści dosyć niemrawo), o potrzebie piękna?, konieczności realizacji swych talentów?, o unikaniu ślepego posłuszeństwa? Każdy z tych motywów jest przez autora zaledwie "liźnięty".
Cabre stara się budować od początku napięcie sugerując, że brat Junoy dopuścił się nie wiadomo jakiej zbrodni. W rzeczywistości zaś nie wydarzyło się nic zdrożnego. Nawet oskarżenia rzucane przez matkę Dorotheę wydają się czytelnikowi (choć nie sądowi kościelnemu) wiarygodne.
Powieść jest rozmiarowo niewielka, a jej papierową objętość zwiększają biblijne cytaty, którymi autor "ubogaca" każdy z rozdziałów, oraz wyimki z tzw. Zwyczajnika, czyli spisu obyczajów klasztoru w La Rapita. Zarówno wspomniane cytaty, jak i wplecenie w poczet spowiedników klasztoru La Rapita niejakiego Achille Rattiego, to chwyty, które w mojej ocenie mają wywołać poczucie obcowania z dziełem erudycyjnym, które wszakże takowym nie jest. Wiarygodności dziełu nie dodaje także tłumaczenie. W sumie zawód.
środa, 16 lipca 2025
Jaume Cabre, Agonia dźwięków
Jon Fosse, Drugie imię (Septologia I - II)
Ktoś określił tę prozę mianem medytacyjnej i taka jest w istocie. Jak w medytacji, powtarzają się w niej motywy, niekiedy wręcz nachalnie. Tak być powinno, bo mamy do czynienia ze strumieniem świadomości głównego bohatera. Fosse stara się wniknąć w umysł Aslego, przedstawić bieg jego myśli, wśród których wyławiamy te ważne, powracające ciągle: przyjaciela alkoholika (przedmiot aktualnych? zmartwień narratora) i zmarłej żony (główny temat wspomnień). W ten tok myśli wdzierają się również sprawy bieżące: sąsiad Asleik i hafciarka z Bjorgvinu.
Wydawać się może, że w tym monotonnym życiu niewiele może się zdarzyć. Fosse zarzuca jednak pod koniec II tomu haczyk dla czytelnika, opisując traumatyczne wydarzenie z dzieciństwa Aslego.
Książka Fossego wymaga czytania w skupieniu. Autor z pewnością nasyca ją elementami autobiograficznymi. W opisie samego bohatera odnaleźć możemy fizyczne cechy autora. Asle jest, jak Fosse, katolikiem. Zaangażowanym, z pewnością mocno wierzącym, ale przeżywającym tę wiarę w sposób ludzki, rozumny, szukający zrozumienia spraw, na które religia zdaje się nie dawać zadowalających odpowiedzi.
Choć ponure, zimowe i ciemne, w jakiś sposób pociągający wydają się krajobrazy opisywane przez Fossego. Swój urok mają wąskie uliczki Bjorgvin (czyli Bergen).
Zapewne będę chciał sięgnąć po kolejną część Septologii.
wtorek, 1 lipca 2025
Bohumil Hrabal, Skarby świata całego
Trzeba mieć przy czytaniu tej książki tyle cierpliwości, ile przy rozmowie ze starszym człowiekiem, który wspomina stare czasy i pamięta je z najmniejszymi drobiazgami. A w książce Hrabala, który w momencie wydania tej powieści sam był już po siedemdziesiątce, opowiadaczy wspominających stare czasy jest całe mnóstwo, rzecz dzieje się bowiem w dom starców.
Żona kierownika browaru wspomina dawne, głównie przedwojenne czasy, wtóruje jej trójka tzw. znawców historii, którzy relacjonują życie codzienne w przedwojennym Nymburku, nota bene mieście, w którym dorastał sam Hrabal. Główne postaci, wspomniana już kobieta, jej mąż Francin i szwagier Pepin to zapewne rodzice i stryj pisarza.
Jak to przy zwierzeniach starszych ludzi bywa, opowieści pełne są nostalgii, uroku i miłości do miasteczka. Stanowią zapewne ważny i wzruszający dokument dla ludzi związanych z Nymburkiem. Mankamentem dla pozostałych może być zredukowana i wielokrotnie podporządkowana opisom akcja.
Wzruszenie udzielało się także i mnie, a jednym z fragmentów, które utkwią mi w pamięci, jest śmierć stryjaszka Pepina i symboliczny gest, kiedy narratorka wrzuca do Łaby przepiękną marynarską czapkę zmarłego, by popłynęła ona aż do morza.
Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,
Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...
-
"Znachor" reż. Jakub Roszkowski, Teatr im. J. Słowackiego "Znachor" jako propozycja na dzień zakochanych? Historia opowi...
-
Najpierw ustalasz reguły gry! mówi pisarz. A potem narzekasz, że musisz ich przestrzegać! [Legendy, s. 78]. Albo ich nie przestrzegasz, ja...
-
Przyznam się szczerze, że nigdy do końca nie rozumiałem zmagań literatów I połowy XX stulecia z zagadnieniem formy. Wiele energii wkładali n...