Lektura lekko irytująca. Autor zdecydował się na zobrazowanie środowiska wydawniczego, wiele czasu poświęcając grafomanom, którzy posyłają do wydawnictw swe dzieła i recenzentom, którzy owe dzieła bezlitośnie odrzucają, nie szczędząc kąśliwych uwag. Cóż w tym irytującego dla czytelnika? Otóż to, że wiele takich uszczypliwości można powiedzieć o "Kwiatach z cukru". Laurain naprawdę popełnia grzeszki dyletantów. Te wszystkie dopowiedzenia, dosłowności, a do tego pokręcona fabuła będąca jakąś kontaminacją harlequina i kryminału...
Na plus trzeba zaliczyć tej książce, że potrafi czytelnika wciągnąć, a główna bohaterka, Violaine Lepage zaskakuje nas aż do ostatnich stronic. Szkoda, że nie streszcza się kryminałów. Wierny, krótki opis fabuły mógłby ustrzec czytelników bojących się kiczu przed tą powieścią.
4/10