czwartek, 19 czerwca 2025

Ernst Wiechert, Dzieci Jerominów

Powieść w dwóch tomach. Trzeci tom - mówi Wiechert - napisała wojna. Już sam tytuł wskazuje, że to saga rodzinna, choć uwaga autora skupia się w zasadzie tylko na jednym z Jerominów - Jonsie Ehrenreichu. Powieść ma też pierwszoplanową bohaterkę. Jest nią mazurska wieś Sowiróg, która w książce Wiecherta jest centrum wszechświata, choć leży gdzieś na krańcu świata. Wieś to niezwykła, bo jak na niewielką osadę dzieje się tam bardzo wiele, a jej mieszkańcy bardziej niż mazurskich chłopów przypominają starotestamentowych patriarchów czy proroków, których wieszczby na dodatek niechybnie się sprawdzają. Autor zbudował w ten sposób atmosferę patosu, która miejscami staje się nieco irytująca. 

W jednym z pierwszych niemieckich dzieł literackich rozliczających się z historią Niemiec, w tym okresem Trzeciej Rzeszy, widzimy motywy powtarzane później przez innych autorów. Tę właśnie starotestamentową posągowość i niezłomność bohaterów, zestawioną z degeneracją nazistów, ukazanych jako pijacki, prostacki i generalnie obcy w opisywanej społeczności element, spotkamy np. u innego z piewców Mazur, Hansa Hellmuta Kirsta. Zabiegi te są oczywistą próbą redukcji dysonansu poznawczego wynikającego z kontrastu pomiędzy popełnianymi przez Niemców okropieństwami a wartościami, które wyniósł z Mazur i którym hołdował autor. Za horror hitleryzmu Wiechert nie obwinia boga. Teodycea jest jednak jednym z głównych tematów pierwszego tomu osadzonego w realiach I wojny światowej. 
Gdybym miał wskazać główny motyw tomu drugiego, zwróciłbym uwagę na problem zerwania z tradycją, łączności pomiędzy starymi a młodymi pokoleniami. To, rzecz jasna, było wynikiem postępu technologicznego. W taki sposób znika stary świat, w którym każdy zna swoje miejsce i czuje się bezpiecznie. Znamienne, że po wsi Sowiróg nie ma dziś już żadnego śladu.

@@@@@@@@@@@@@@@@@@

Wynotowane cytaty:

Można być złym albo dobrym człowiekiem, dla nauki było to obojętne. Wymagała jedynie, by się ją pojmowało i przepędzała nie złych, lecz głupich. Głupi mogli uczyć się jakiegoś rzemiosła albo pracować fizycznie za dniówkę, natomiast źli mogli osiągnąć wszystko, co mogło przydać się później i na złej drodze. [ss. 161-162]

Myślenie to śmierć Boga, on zaś dał nam je w ręce. Dał własną śmierć. Odebrałby chętnie, ale teraz już za późno, Już tego nie oddamy. [s. 214]

Dla prostego człowieka samowolka zawsze była tym samym, co grzech. [s. 392]

Boję się, bo żyję wśród ludzi, Jons. [s. 451]

poniedziałek, 2 czerwca 2025

Lucian Dan Teodorovici, Matei Brunul

Kiedyś takie książki pisali świadkowie totalitarnych represji (Moczarski, Herling-Grudziński, Sołżenicyn), teraz temat powraca w opracowaniu prozaika, który komunistyczny reżim - w tym przypadku w wydaniu rumuńskim - pamiętać może jedynie z jego schyłkowej fazy. Docenić trzeba zatem wiarygodną konstrukcję świata przedstawionego oraz bohatera i jego psychiki.
Tytułowy Brunul ma amnezję. On sam nie pamięta ostatnich dwudziestu lat swojego życia. Nie może ich odzyskać. Zamiast bohatera robi to dla czytelników narrator. 
Nawet jeśli o potwornym czasie stalinowskich represji opowiada się tutaj niejako "z drugiej ręki", to jednak osadzona w historycznych realiach i mocno udokumentowana historia wciąż może budzić przerażenie i zdumienie, do czego ciągle zdolni są ludzie. 
Nie pamiętający niczego Brunul po wyjściu z więzienia utrzymuje kontakty tylko z dwojgiem ludzi. Towarzyszem Bojinem, którego od razu identyfikujemy jako pracownika bezpieki oraz Elizą, co do której z biegiem czasu nabieramy słusznych podejrzeń. Również Brunul odkrywa, że jego "narzeczona" jest współpracowniczką bezpieki. Ona zaś bez skrupułów wykorzystuje tytułowego bohatera. Ten z kolei jest przez większość książki jednostką w irytujący sposób bezwolną, nawet w czasach sprzed więzienia. Jego historia jest tym tragiczniejsza, że kiedy wreszcie podejmuje samodzielną decyzję, to owa decyzja polega na dobrowolnej rezygnacji z wolności. Podczas ucieczki za granicę Brunul demaskuje Elizę i postanawia zostać w Rumunii.
Nie jest to proza, którą czyta się przyjemnie. Długie opisy tortur, więziennego życia i komunistycznej, szarej codzienności kończy scena, która potwierdza, że reżim potrafi złamać człowieka, nawet pełnego pasji artystę. Bezkompromisowy pesymizm autora musi przygnębić czytelników. Tym różni się ta książka od zapisków świadków historii, których nawet w zniewoleniu nie można było złamać.

Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,

Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...