Powieść w dwóch tomach. Trzeci tom - mówi Wiechert - napisała wojna. Już sam tytuł wskazuje, że to saga rodzinna, choć uwaga autora skupia się w zasadzie tylko na jednym z Jerominów - Jonsie Ehrenreichu. Powieść ma też pierwszoplanową bohaterkę. Jest nią mazurska wieś Sowiróg, która w książce Wiecherta jest centrum wszechświata, choć leży gdzieś na krańcu świata. Wieś to niezwykła, bo jak na niewielką osadę dzieje się tam bardzo wiele, a jej mieszkańcy bardziej niż mazurskich chłopów przypominają starotestamentowych patriarchów czy proroków, których wieszczby na dodatek niechybnie się sprawdzają. Autor zbudował w ten sposób atmosferę patosu, która miejscami staje się nieco irytująca.
W jednym z pierwszych niemieckich dzieł literackich rozliczających się z historią Niemiec, w tym okresem Trzeciej Rzeszy, widzimy motywy powtarzane później przez innych autorów. Tę właśnie starotestamentową posągowość i niezłomność bohaterów, zestawioną z degeneracją nazistów, ukazanych jako pijacki, prostacki i generalnie obcy w opisywanej społeczności element, spotkamy np. u innego z piewców Mazur, Hansa Hellmuta Kirsta. Zabiegi te są oczywistą próbą redukcji dysonansu poznawczego wynikającego z kontrastu pomiędzy popełnianymi przez Niemców okropieństwami a wartościami, które wyniósł z Mazur i którym hołdował autor. Za horror hitleryzmu Wiechert nie obwinia boga. Teodycea jest jednak jednym z głównych tematów pierwszego tomu osadzonego w realiach I wojny światowej.
Gdybym miał wskazać główny motyw tomu drugiego, zwróciłbym uwagę na problem zerwania z tradycją, łączności pomiędzy starymi a młodymi pokoleniami. To, rzecz jasna, było wynikiem postępu technologicznego. W taki sposób znika stary świat, w którym każdy zna swoje miejsce i czuje się bezpiecznie. Znamienne, że po wsi Sowiróg nie ma dziś już żadnego śladu.
@@@@@@@@@@@@@@@@@@
Wynotowane cytaty:
Można być złym albo dobrym człowiekiem, dla nauki było to obojętne. Wymagała jedynie, by się ją pojmowało i przepędzała nie złych, lecz głupich. Głupi mogli uczyć się jakiegoś rzemiosła albo pracować fizycznie za dniówkę, natomiast źli mogli osiągnąć wszystko, co mogło przydać się później i na złej drodze. [ss. 161-162]
Myślenie to śmierć Boga, on zaś dał nam je w ręce. Dał własną śmierć. Odebrałby chętnie, ale teraz już za późno, Już tego nie oddamy. [s. 214]
Dla prostego człowieka samowolka zawsze była tym samym, co grzech. [s. 392]
Boję się, bo żyję wśród ludzi, Jons. [s. 451]