niedziela, 17 grudnia 2023

16.12.2023 Księga niepokoju Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie

To może na początek anegdota. Zamiast przepisywać żmudnie fragmenty z książki do mojego zbiorku cytatów, często skanuję dane strony telefonem, program do OCR przerabia je na plik tekstowy. Potem te cytaty wysyłam sobie z telefonu na komputer przez Facebooka. Zwykle dbam, żeby post był prywatny. Tym razem przeoczyłem i jeden z najbardziej dołujących fragmentów Pessoi przeczytało kilkoro znajomych. Wrażliwe koleżanki zaczęły komentować ze zmartwieniem, a ja przejąłem się, że mogą mnie zobaczyć w tak pesymistycznej "wersji".
Tymczasem, gdyby ów fragment nie dotarł do mnie i nie poruszył mnie w jakiś szczególny sposób, nie wynotowałbym go przecież. A ze wstydem związanym z publikacją tego cytatu wiąże się siła prozy Pessoi. Przelewa on na papier takie refleksje, które większość z nas pewnie ma, ale siłą konwenansu i swoistego obowiązku dążenia do rozwoju, doskonalenia itd. itp. oddala od siebie takie myśli, a już na pewno wzbrania się przed ich artykułowaniem do wiadomości bliźnich. To wolno tylko jednostkom skrajnie depresyjnym i słabym...
A Pessoa lub raczej Bernardo Soares nie wstydzi się ucieczki od życia w świat marzeń, przyznania, że nic nie osiągnie, bierności, rezygnacji. Jest wszakże druga strona takiej postawy - skupienie na sobie, swoisty rozwój duchowy...
Docierają więc do mnie i są mi bardzo bliskie zapiski pomocnika księgowego. Z drugiej strony mam świadomość swego rodzaju "efekciarstwa" stosowanego przez autora. Mam tu na myśli zwłaszcza naszpikowanie tekstu licznymi paradoksami, które są właśnie efektowne, ale niekoniecznie logiczne, odkrywcze czy mądre. Inna rzecz mniej ciekawa w tej książce to opisy okolic, w których żyje Soares, zmieniających się w poszczególnych porach roku. Te melancholijne fragmenty zachęcają do kartkowania.
Warto na koniec wspomnieć o niezwykle efektownym zakończeniu tej książki. Jest nim swoiste panteistyczne wyznanie wiary. Odrzucenie (już wcześniej na kartach tego działa) boga osobowego i dostrzeżenie jedności z przyrodą - wszechświatem, od którego jednocześnie jesteśmy oddzieleni. A oddziela nas zapewne świadomość siebie.


--------------------

wynotowane cytaty

Fernando Pessoa, Księga niepokoju Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie, Warszawa 2007 [wyd. Świat Literacki]

Uważałem, że Bóg, chociaż nieprawdopodobny, mógłby istnieć, a w takim razie należy Go wielbić, natomiast Ludzkość, będąc zaledwie pewną biologiczną ideą, która określa nie więcej niż jeden ze zwierzęcych gatunków, nie zasługuje na większe uwielbienie niż jakikolwiek inny gatunek zwierząt. [s. 15]

Jedynym sposobem na to, abyśmy pozostawali w zgodzie z życiem, jest pozostawanie w niezgodzie ze sobą. [s. 30]

Odczuwam moje życie tak, jakby mnie nim tłuczono. [s. 77]

Ach, nie ma tęsknoty bardziej bolesnej niż tęsknota za tym, czego nigdy nie było. [s. 87]

Zresztą kiedy myślę, z całą przenikliwością, na jaką mnie stać, o tym, co pozornie było moim życiem, widzę to jako coś kolorowego - papierek po czekoladce lub banderolę od cygara - zmiatanego przez natrętną służącą szczotką z obrusu, aby trafić zaraz na śmietniczkę między okruchy i skorupki tej prawdziwej rzeczywistości. Ten barwny drobiazg wyróżnia się wśród rzeczy o równie błahym przeznaczeniu, bo jest jednym z wybrańców, którzy trafią na śmietniczkę. A gdzieś ponad zamiataniem kontynuują swoją rozmowę bogowie, obojętni na incydenty przy obsłudze świata. [s. 114]

Bardziej mi żal tych, którzy marzą o czymś prawdopodobnym, uzasadnionym, bliskim, niż tych, którzy marzą o czymś dziwacznym i odległym. Ci, którzy marzą na wielką skalę, są albo szaleńcami, którzy w swoje marzenia wierzą - co czyni ich szczęśliwymi - albo zwykłymi marzycielami, dla których rojenia są tylko muzyką duszy, kołyszącą ich do snu, niczego przy tym nie mówiąc. Ale człowiek, który marzy o czymś prawdopodobnym, ma realną możliwość prawdziwego rozczarowania. [s. 121]

Asystowałem incognito przy stopniowym obumieraniu mojego życia, przy powolnym rozkładzie wszystkiego, czym chciałem być. [s. 159]

Szczęśliwy ten, kto nie wymaga od życia więcej, niż ono samo mu daje, kto kieruje się instynktem kotów, które sadowią się w słońcu, kiedy jest słońce, a kiedy nie ma słońca - w cieple, gdziekolwiek by ono było. Szczęśliwy ten, kto rezygnuje ze swojej osobowości na rzecz wyobraźni i oddaje się kontemplacji cudzych losów, doświadczając nie wszystkich wrażeń, tylko zewnętrznego spektaklu wszystkich wrażeń. Szczęśliwy wreszcie ten, kto rezygnuje ze wszystkiemu i komu, ponieważ ze wszystkiego zrezygnował, niczego nie można zabrać ani uszczuplić. [s. 189]

Nasza cicha nienawiść wobec raju podszyta jest nadzieją nieszczęśliwej nędzarki, liczącej na to, że w niebie będzie wieś. Tak, to nie ekstazy abstrakcji ani cudy absolutu mogą oczarować czującą duszę: to domostwa i stoki gór, zielone wyspy pośród niebieskich mórz, ścieżki między drzewami i długie godziny odpoczynku w odwiecznych ogrodach, choćby nie miały nam być nigdy dane. Jeżeli w niebie nie ma ziemi, to lepiej, żeby nieba nie było. Niech wszystko będzie niczym i niech skończy się ta powieść pozbawiona wątku. [s. 231]

Czas jak wieczorny tramwaj zawraca z jazgotem przez cienie moich myśli. Kiedy unoszę wzrok ponad swoje myśli, oczy pieką mnie od spektaklu świata. [s. 255]

Wyzbądźmy się i tego złudzenia. Nie posiadamy nawet naszych wrażeń. Nic nie mów. W końcu pamięć to nasze wrażenie na temat przeszłości - a każde wrażenie to iluzja.
- Słuchaj mnie, słuchaj bez przerwy. Słuchaj i nie spoglądaj przez otwarte okno na płaski pejzaż po drugiej stronie rzeki, nie zwracaj uwagi na zmierzch [...] ani na ten gwizd pociągu, przecinający nieokreśloną dal [...]. Słuchaj mnie uważnie...
Nie posiadamy własnych wrażeń. Nie posiadamy w nich siebie. [s. 281]

Nie posiadamy ani ciała, ani prawdy - ani nawet złudzenia. Jesteśmy widmami złożonymi z kłamstw, cieniami złudzeń, a nasze życie jest puste i z zewnątrz i od wewnątrz.

Czy ktokolwiek zna granice własnej duszy, tak by mógł powiedzieć "Ja to ja"? [s. 281]

Bądź obojętny. Kochaj zachód słońca i świtanie dnia, dlatego że z kochania tych rzeczy nie ma - nawet dla ciebie - żadnego pożytku. Odziej swoją istotę w złotogłów martwego wieczora, jak obalony król o różanym poranku, z majem w białych chmurach i uśmiechem dziewic w odległych rezydencjach. Niech twoja żądza skona pośród mirtów, twoje znudzenie niech zgaśnie pośród tamaryndowców i niech odgłos wody towarzyszy temu wszystkiemu jak podczas zmierzchu nad rzeką, gdzie nic nie ma znaczenia poza wiecznym biegiem wód ku odległym morzom. Reszta to życie, które nas opuszcza, płomień gasnący w naszych oczach, purpura znoszona, jeszcze zanim się w nią odzialiśmy, księżyc czuwający nad naszym osamotnieniem, gwiazdy roztaczające swoją ciszę nad naszą godziną rozczarowania. Gorliwy jest ten jałowy i przyjazny żal, który tuli nas z miłością do piersi. [s. 282]

Postrzeganie największego lęku jako incydentu bez znaczenia, nie tylko w życiu wszechświata, ale i w życiu naszej duszy, to początek mądrości. Utrzymanie tej perspektywy w samym środku tego lęku to pełna mądrość. W chwili gdy cierpimy, ludzki ból wydaje nam się nieskończony. Ale ludzki ból nie jest nieskończony, bo nic, co ludzkie, nie jest nieskończone, a nasz ból nie ma żadnej wartości poza tym, że jest bólem, którego doświadczamy. [s. 325]

Dostrzegam w sobie zdolność do budzenia szacunku, ale nie jakiegoś głębszego uczucia. Niestety, nigdy nie zrobiłem niczego, co by uzasadniło ten szacunek ze strony osób, które go z początku czuły, tak że ostatecznie nie traktowały mnie z prawdziwym szacunkiem.
Czasami wydaje mi się, że znajduję w cierpieniu przyjemność. Ale naprawdę jest tak, że chciałbym czegoś zgoła innego.
Nie mam zalet przywódcy ani zwolennika. Nie mam też zalet człowieka zadowolonego - czyli zalet, które przydają się wtedy, gdy brakuje innych.
Inni, mniej inteligentni ode mnie, są silniejsi.
Lepiej kształtują swoje życie pośród ludzi, zręczniej zarządzają swoją inteligencją. Mam wszelkie przymioty potrzebne do tego, aby wywierać wpływ, brak mi tylko umiejętności robienia tego - lub po prostu woli, aby tego pragnąć. [s. 329]

W każdym umyśle - jeżeli nie jest zwyrodniały - jest wiara w Boga. W żadnym umyśle - jeżeli nie jest zwyrodniały - nie ma wiary w określonego Boga. [s. 360]

Marzyciel widzi tylko to, co ważne. [s. 377]

Wszystko, co żyje, żyje dlatego, że się zmienia; zmienia się, dlatego, że mija, a ponieważ mija, umiera. Wszystko, co żyje, zmienia się nieustannie w coś innego, stale sobie przeczy, uchyla się przed życiem.
Dlatego życie jest przerwą, powiązaniem, relacją - jednak relacją między tym, co minęło, i tym, co co minie; martwą przerwą między Śmiercią i Śmiercią. [s. 393]

Dzienny lub nocny obrazie Ziemi, mojej matki, matczynej tak czule; niepotrafiącej mnie nawet krytykować jak moja ludzka matka, bo brak ci duszy, którą byś mnie bezwiednie analizowała, i ukradkowych spojrzeń, zdradzających takie myśli o mnie, do których sama byś się nie chciała przyznać. Olbrzymi oceanie, mój hałaśliwy towarzyszu z dziecięcych czasów, który mnie koisz i dajesz wytchnienie, bo twój głos nie jest głosem ludzkim i nigdy nie wyzna po cichu cudzym uszom moich słabości, moich niedoskonałości. Rozległe niebo, niebo niebieskie, niebo bliskie tajemnicy aniołów, [...], ty nie patrzysz na mnie zielonymi oczyma, a jeśli tulisz słońce do piersi, nie robisz tego po to, aby mnie kusić, a gdy się [...] gwiazdami, to nie po to, aby mi okazać swoją wzgardę... Uniwersalny pokoju Natury, tak matczynej przez to, że mnie nie zna; odległy spokoju atomów i systemów, tak braterskich w tym, że nic nie mogą wiedzieć na mój temat... Chciałbym się modlić do waszego ogromu i waszej ciszy, z wdzięcznością za to, że was mam i że mogę was kochać bez podejrzeń i wątpliwości; chciałbym dać uszy waszej głuchocie, mimo której zawsze nas słyszycie, dać oczy waszej subtelnej ślepocie, która pozwala wam widzieć; chciałbym być przedmiotem waszego zainteresowania przez te zmyślone oczy i uszy; znaleźć pocieszenie w tym, że uwzględnia mnie wasza baczna Nicość, jakby to była ostateczna śmierć - gdzieś daleko, bez nadziei na inne życie, poza jakimkolwiek Bogiem i możliwością istnienia, gdzie byłbym rozkosznie żaden w duchowej barwie wszystkich materii... [s. 434]




niedziela, 10 grudnia 2023

St. Wyspiański, Powrót Odysa, Teatr Nowy Poznań, 2023-12-10

Temat inspirujący wielu. Tu mamy nieuwspółcześniony - poza kilkoma krótkimi wstawkami - tekst Wyspiańskiego. Można z nim wiele zrobić, nawet wbrew tekstowi zaproponować jakąś wizję sceniczną. Telega zaproponował - zupełnie wbrew antycznemu decorum (którego trochę tu jednak brakowało) - jakąś pop-eklektyczną formę, w której sceny prawie jak z antyku gryzły się z teledyskami, czy quasi-cytatami filmowymi. Powrót i rozprawa z zalotnikami mogła niektórym skojarzyć się z filmami Tarantino, tym bardziej, że nie szczędzono sztucznej krwi. I do momentu owej krwawej jatki miałem poczucie, że pomimo dobrych fragmentów, coś tu jednak zmarnowano.

I wtedy nastąpiła zmiana dekoracji. Surowe, betonowe dworzyszcze Odysa zastępują białe, sterylne ściany domu dla obłąkanych. Cichnie szarpiąca nerwy muzyka. Przy łagodnych dźwiękach z inwokacją do syren Odys prowadzi swój monolog - bardzo dobrze podany przez Sebastiana Greka.

Pojawiają się syreny - wszystkie postacie, w białych surrealistycznych kostiumach. Odys dociera do Itaki? Odnajduje dom? Czy ginie w morskiej pianie własnego szaleństwa? Kompozycyjnie ten spokojny, falujący jak spokojne morze monolog tonącego wspaniale dopełnia i dyskontuje całość. I dzięki niemu dość ryzykownie poprowadzona gra jednak wygrywa.

Widać po całości, że reżyser jest młody - taki jest język jego inscenizacji i nie jest to wada tego teatru. Zdaje się, że pomysły i sceny w pierwszej części powiązano tu trochę zbyt luźno. Dobrze zrobiłoby temu "Odysowi", gdyby uszyto go nieco mocniejszą nicią, wyrazistszym ściegiem, bez ryzyka dosłowności (bo od niej ten spektakl był naprawdę daleko). Wyrazistszy ścieg pozwoliłby może śmielej wprowadzić ledwie zarysowane wątki uchodźcze z Morza Śródziemnego i białoruskiej granicy. A czy tonący Odys nie byłby sam takim uchodźcą?

Ten spektakl pokazuje nam reżysera, który ma perspektywy. Oby się dobrze rozwinął. Aktorstwo niestety nierówne z wybijającym się Telemachem - znakomita improwizacja na wejście (Dariusz Pieróg) i Odysem (ale dopiero w drugiej części). 

PS. Wątek homoerotyczny z Telemachem i jego kochankiem można łączyć z estetyką bliską najmłodszemu pokoleniu twórców. Ale przecież jest to bardzo inteligentnie wprowadzone, jeśli pomyślimy, że rzecz dzieje się w starożytnej Grecji. Panowie Pieróg z Niemytem zagrali to zresztą bardzo czule i romantycznie.


Reżyseria: MICHAŁ TELEGA
Scenografia, kostiumy, światła: KRYSTIAN SZYMCZAK                                                                       
Asystentka scenografa: ALEKSANDRA WAWRZYNIAK
Muzyka: PIOTR KORZENIAK
Choreografia: DAWID TAS
Inspicjentka: HANNA KUJAWIAK

Obsada:

DOROTA ABBE
MARTA HERMAN
SEBASTIAN GREK
MICHAŁ KOCUREK
ADAM MACHALICA
ANDRZEJ NIEMYT
DARIUSZ PIERÓG
ŁUKASZ SCHMIDT
oraz gościnnie
PIOTR KORZENIAK/PRZEMYSŁAW „ŚLEDZIUHA” ŚLEDŹ (gitara)

Piramida zwierząt, reż. M. Borczuch, Narodowy Stary Teatr w Krakowie,

Oto prawdziwa sztuka - opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach lat dziewięćdziesiątych w dziedzinie sztuk plastycznych bez pokazywania ty...